"Dziewczyny atomowe" Denise Kiernan za oceanem stały się rozchwytywanym bestsellerem. Słusznie, bo to niezwykła opowieść, która dziś może zdawać się orwellowską fikcją.

Trwała wojna. Brakowało pieniędzy, mężczyźni walczyli na froncie. Niektóre dziewczyny chciały przysłużyć się krajowi, inne zarobić i pomóc rodzinie, jeszcze inne marzyły, by wybić się z małych miasteczek, zyskać swobodę i niezależność w świecie, który nie dawał im wielu szans. W Oak Ridge płacono stawki, o jakich nigdzie indziej nikomu by się nie śniło. Do miejscowości w stanie Tennessee ściągały tłumy młodych kobiet. Proponowano im pracę na różnych szczeblach, oferowano szkolenia, zapewniano, że podejmując zatrudnienie, wypełniają swój patriotyczny obowiązek. O co chodziło? Zbyteczne pytania były źle widziane. W krótkim czasie Oak Ridge zamieniło się w prawdziwe miasto z własną infrastrukturą, zamieszkałe przez ponad 75 tys. ludzi i zużywające średnio tyle energii elektrycznej co Nowy Jork. Mimo to nie widniało na mapie kraju.

Jego istnienie było tajemnicą. Żadna z zatrudnionych kobiet nie zdawała sobie sprawy, że uczestniczy w ufundowanym przez rząd projekcie prac nad bombą atomową. Książka Denise Kiernan za oceanem stała się rozchwytywanym bestsellerem. Słusznie, bo to niezwykła opowieść, która dziś może zdawać się orwellowską fikcją. Ale Kiernan opowiada prawdziwą historię, przedstawiając relację wielu bohaterek. To ich punkt widzenia jest tu najistotniejszy. „Dziewczyny atomowe” nie tylko odkrywają tajemnice atomowej polityki Stanów Zjednoczonych w latach 40., lecz są także fascynującą kroniką ówczesnej obyczajowości i realiów tamtych czasów. Rzec

Reklama

Dziewczyny atomowe | Denise Kiernan | przeł. Mariusz Gądek | Wydawnictwo Otwarte 2013 | Recenzja: Malwina Wapińska | Ocena: 4 / 6