Za debiutancką „Ziemię niczyją” dostał Oscara, za najnowszy film „Śmierć w Sarajewie” – Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. Rozmawiamy z Danisem Tanoviciem, jednym z najbardziej zaangażowanych twórców kina europejskiego
Twój najnowszy film – nagrodzona Srebrnym Niedźwiedziem na Berlinale „Śmierć w Sarajewie” – wyrasta z inspiracji sztuką teatralną „Hotel Europe” Bernarda-Henri Lévy’ego. Czego dowiedziałeś się o swoim kraju z tekstu napisanego przez Francuza?
Pragnę podkreślić, że odszedłem od pierwowzoru bardzo daleko. Tekst Lévy’ego jest bardzo filozoficzny, pełen odniesień do współczesnych myślicieli i wymagający od odbiorcy sporej erudycji. Nie chciałem iść w tę stronę, bo nigdy nie zależało mi, by docierać wyłącznie do intelektualistów. Poza tym z punktu widzenia filmu sztuka Lévy’ego ma jedną zasadniczą wadę: to długi monolog jednego aktora. W teatrze taka konwencja jest jeszcze do przyjęcia, ale w kinie znudziłbyś się nią nawet, gdyby przez półtorej godziny siedział przed tobą nagi Al Pacino.