"Ciemno, prawie noc" jest okrutną baśnią dla dorosłych, naszą polską, hardcore’ową wersją "Alicji w krainie czarów" - powiedział PAP reżyser Borys Lankosz podczas poniedziałkowej premiery filmu, zrealizowanego na podstawie powieści Joanny Bator pod tym samym tytułem.

Film, którego premiera odbyła się w warszawskim Multikinie Złote Tarasy, opowiada o dziennikarce Alicji Tabor (w tej roli Magdalena Cielecka), która po latach wraca do swojego rodzinnego Wałbrzycha, gdzie doszło do tajemniczych zaginięć trójki dzieci: Andżeliki, Kaliny i Patryka. Kobieta chce porozmawiać z bliskimi zaginionych i rozwiązać zagadkę, wobec której bezsilni pozostają miejscowi śledczy. W trakcie zbierania materiału do reportażu dowiaduje się o dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się w tym miejscu w czasach II wojny światowej. Chcąc odkryć prawdę, Alicja będzie musiała skonfrontować się z bolesnymi faktami z własnej przeszłości. Obraz stanowi adaptację powieści Joanny Bator pod tym samym tytułem, która w 2013 r. została uhonorowana nagrodą literacką Nike.

ikona lupy />
Media

Jak powiedział PAP reżyser filmu Borys Lankosz, proza Bator ujęła go "tematem wypartej przeszłości, która ze wszelkich sił próbuje przedostać się do świadomości". "Praktycznie od pierwszego rozdziału zostałem wchłonięty przez świat, który wykreowała i uległem mu. Miałem takie doświadczenie, że im bliżej końca tym wolniej czytałem, bojąc się, że autorka przeprowadzała mnie przez kręgi piekielne bez powodu, po nic. Bałem się, że nie będzie pięknego zakończenia, które zapewni mi oczyszczenie, ale katharsis nastąpiło i za to byłem jej bardzo wdzięczny. Właściwie od początku, czytając, pragnąłem zamienić tę prozę na film. Chciałem, by to doświadczenie mojego katharsis stało się też udziałem wszystkich widzów. Sądzę, że nasze +Ciemno, prawie noc+ jest okrutną baśnią dla dorosłych, naszą polską hardcore’ową wersją +Alicji w krainie czarów+" – wyjaśnił.

Dodał, że zależało mu, by film był jak najbardziej wierny wobec książki. "Miałem wrażenie, że oto mamy wspaniałą bryłę tekstu, która oczywiście jest dziełem sztuki gotowym, ale z którego my, mając świadomość medium, jakim jest film, musimy wyrzeźbić formę najwłaściwszą. To był trudny i pracochłonny proces, bo zależało nam, by w toku eliminacji nie wyegzorcyzmować ducha tej powieści i wszystkich sensów, które są w niej zawarte. Wierzę, że to nam się udało zrealizować" – powiedział reżyser.

Lankosz zwrócił uwagę, że "Ciemno, prawie noc" porusza wiele aktualnych wątków, m.in. mowy nienawiści, pedofilii i agresji. "W samej powieści Joanny Bator są wystylizowane, pełne nienawiści fora internetowe. Wtedy, w 2013 r., mówiliśmy o tym w sposób dość niekonkretny, ale jednak to narastało i oto zdefiniowało się w przerażający sposób zamordowaniem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Przystępując do pracy pięć lat temu, nie mogliśmy mieć pojęcia, że tak to się zsynchronizuje i nasza premiera będzie miała miejsce w dniu kompromitacji Episkopatu i w momencie, kiedy pojawia się w HBO wstrząsający dokument o Michaelu Jacksonie. Jest coś fascynującego w tym, że artyści wyczuwają pewne rzeczy wcześniej. Wydaje mi się, że kino, kiedy jest rozumiane jako dziedzina sztuki (…) ma wręcz obowiązek zajmowania się takimi tematami" – podkreślił.

Grająca Alicję Magdalena Cielecka podkreśliła, że "rola oparta na pierwowzorze literackim to dobry start i gwarant jakości". "Nie miałam wątpliwości aktorskich przed przyjęciem propozycji zagrania tej postaci. Moje wątpliwości – zanim jeszcze przeczytałam scenariusz - dotyczyły ewentualnie tego, jak taką książkę w ogóle przenieść na ekran. Było dla mnie jasne, że trzeba będzie wiele wyciąć i z wielu wątków zrezygnować. Wobec tego, co zostanie? Jaką historię opowiemy w filmie? Przecież historia w książce jest o wiele bogatsza, wielowątkowa, właściwie można powiedzieć, szkatułkowa" – powiedziała dziennikarzom.

Pytana o największe wyzwania, przed jakimi stanęła na planie, Cielecka odparła, że najtrudniejsze było "utrzymanie wysokich emocji pod powiekami". "Właściwie nic nie musiałam grać, a nie jestem do tego przyzwyczajona. Nie chcę powiedzieć, że to było łatwe, ani tego umniejszać, ale ode mnie się zwykle wymaga bardzo wysokich emocji, ekspresji, często też fizycznej. Do tego jestem przyzwyczajona, to umiem. Tutaj było odwrotnie. Musiałam tę postać ugryźć od drugiej strony, wyciszyć się, wycofać, powściągnąć swoje aktorskie ego, przyglądać się jedynie moim wspaniałym kolegom, którzy mieli popis różnych ekstremów aktorskich i zagrać to wszystko bardzo wewnętrznie, minimalnie. Nie rzucać się w oczy, także jeśli chodzi o wygląd" – wyjaśniła Cielecka.

Dodała, że niezwykle pomocna dla aktorów była energia jesiennego Wałbrzycha. "Tam o 14.30 już było ciemno, prawie noc. Miasto pustoszało, a mieszkania, zaułki, ulice rzeczywiście budziły grozę. Scenografia była praktycznie dostosowana do scen opisanych przez Joannę Bator. Wszystko to z jednej strony działało na nas dołująco, a z drugiej ułatwiało wyobrażenie sobie tej historii i zanurzenie się w niej. Pomagało też to, że żadne z nas nie wracało po zdjęciach do domu, do swoich spraw tylko cały czas zostawaliśmy w sosie tego miejsca" – powiedziała Cielecka.

Film "Ciemno, prawie noc" będzie można oglądać w kinach od piątku. Występują w nim również m.in. Agata Buzek, Aleksandra Konieczna, Dorota Kolak, Dawid Ogrodnik, Jerzy Trela i Piotr Fronczewski. Współautorami scenariusza są Magdalena i Borys Lankoszowie. Za zdjęcia odpowiada Marcin Koszałka, a za muzykę - Marcin Stańczyk.