„Era Ultrona” jest przykładem jednocześnie tego, co najlepsze i co najgorsze w podobnych produkcjach. Opowieść ma rozmach filmowego blockbustera: nie można narzekać na brak wydarzeń, nagłe zwroty akcji, nietypowe rozwiązania, trafiają się nawet błyskotliwe dialogi, a do tego jest świetnie, dynamicznie narysowana.
ŚWIAT NARYSOWANY
Można założyć, że po album „Era Ultrona” sięgną także czytelnicy zachęceni seansem drugiej części filmowych „Avengersów”. Należy im się ostrzeżenie: poza niektórymi bohaterami oraz oczywistą osią fabuły – sztuczna inteligencja chce zniszczyć Ziemię – komiks i film Jossa Whedona nie mają wiele wspólnego. Ultron pojawiał się w marvelowskim uniwersum już wielokrotnie, zawsze z podobnym planem, ale tym razem wreszcie mu się udało. Kontrolowane przez niego roboty polują na ukrywających się w ruinach miast ludzi, a niedobitki superbohaterów zeszły do podziemia, kombinując, jak pokonać wroga. A gdy okazuje się, że Ultron steruje zagładą Ziemi z przyszłości, herosi dzielą się na dwie frakcje: większość chce przeskoczyć w czasie do przodu i stanąć do bezpośredniej walki, zaś Wolverine twierdzi, że lepiej cofnąć się w przeszłość i zawczasu zabić Hanka Pyma, twórcę Ultrona. I mimo sprzeciwu przyjaciół, podejmie się tej misji.