Autopromocja

"Celebryci z tamtych lat" - klasa dawnych gwiazd

"Kalina Jędrusik NAC" by Edward Hartwig - Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 42-X-218-5. Licensed under Public domain via Wikimedia Commons
"Kalina Jędrusik NAC" by Edward Hartwig - Narodowe Archiwum Cyfrowe, sygn. 42-X-218-5. Licensed under Public domain via Wikimedia CommonsAgencja Gazeta
24 września 2014

„Celebryci z tamtych lat” Aleksandry Szarłat to prawdziwa kopalnia wiedzy na temat dawnych gwiazd i odtrutka na kulturę rodem z tabloidów

Pamiętam to dokładnie. O celebrytach i celebrytyzmie po raz pierwszy usłyszałem od Marka Koterskiego, z którym jechałem na spotkanie autorskie w Elblągu. Był 2006 rok, Koterski nakręcił „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”. Opowiadał o nowym zjawisku drwiąco. Słusznie, nigdy nie był celebrytą i raczej nie będzie. Inaczej sprawa wygląda jednak z synem reżysera, niejakim Miśkiem, aktualnie „tańczącym z gwiazdami”. Na zestawieniu tych dwóch postaci widać dokładnie różnicę między artystą a celebrytą. Ten pierwszy na wysoką pozycję zapracował talentem lub ciężką pracą, drugi niewiele ma do zaproponowania poza wdziękiem, czasami urodą, determinacją oraz umiejętnością zarabiania pieniędzy. O artystach pamiętamy całymi dekadami, o celebrytach zapominamy z reguły po dwóch czy trzech sezonach. Aleksandra Szarłat w świetnej książce „Celebryci z tamtych lat” zgromadziła ogromną wiedzę na temat dawnych gwiazd. Nikt nie znał wówczas określenia „celebryta”. Bohaterowie książki również bawili się życiem, ale nie dla fajerwerków próżności ani willi z basenem (nie było zresztą takich możliwości), tylko dla własnej przyjemności, czasami także dla publiczności. To byli szczerozłoci celebryci uprzedzający pokolenia pozłotek.

Łączyło ich bywanie, kult modnych lokali. O ile jednak Komedę, Jędrusik czy Hłaskę interesowały intelektualne salony, rozmowy na ważne tematy, namiętne dyskusje literackie, o tyle aktualni celebryci na bankietach głównie żrą sushi, dbając o to, czy metka na ich torebce jest odpowiednio wyeksponowana – nawet jeżeli torba to tylko chińska podróba.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png