Kto powiedział, że soul to jedyna prawdziwa muzyka duszy? W kwestiach muzycznego spirytualizmu, wymyślania własnych języków, a także wirtuozerii w grze na najcieńszych strunach ludzkiej duszy Lisa Gerrard nie ma sobie równych. Jej najnowsza płyta „Twilight Kingdom” nie pozostawia co do tego żadnych złudzeń.
Alternatywa | Cały świat zna ją z „Gladiatora”. Często nie ma pojęcia, jak nazywa się wokalistka, ale anielski głos, towarzyszący losom Maximusa, zapada w pamięć bardziej niż jego przygody. Potem ten sam nieziemski kontralt wyśpiewał m.in. „Człowieka w ogniu”, „Mgłę” i „Ja, Frankenstein”. A teraz, już poza ekranem, stworzył swoje opus magnum. Płyta „Twilight Kingdom” operuje tymi samymi środkami: mistyczny klimat, aranżacyjne przestrzenie, wokalizy w wymyślonych językach, ścieżki wokalne posplatane w chóry i niespieszne tempo, a jednak brzmi pełniej, bardziej konsekwentnie. To album piękny, introwertyczny, by nie powiedzieć kontemplacyjny. Melodie delikatne jak pajęcze nici splatają się w kompozycje, nastrojem i klimatem przypominające religijne hymny. A wszystko to – co jest częstym grzechem artystów poruszających się na pograniczu muzyki klasycznej, world i new age – nie dłuży się w nieskończoność. Raptem 10 utworów – 45 minut. Ale to najpiękniejsze muzyczne trzy kwadranse, jakie zgotowała fonografia w tym roku.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.