Po swoim brawurowym debiucie Danis Tanović rychło opuścił ziemię niczyją i dał się zamknąć w arthouse’owym getcie. Ogłoszona przed laty eksplozja nowego talentu okazała się jednak fałszywym alarmem, a kolejne filmy reżysera zasłużyły na miano artystycznych niewypałów. W „Piekle” Tanović niedbale obnosił przyduży garnitur odziedziczony po Krzysztofie Kieślowskim. W „Selekcji” uprawiał wątpliwy etycznie taniec z gwiazdami na linii bliskowschodniego frontu. Dotkliwą klęskę poniósł także za sprawą „Senady”.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że scenariusz tego hochsztaplerskiego paradokumentu Tanović znalazł na tym samym złomowisku, które regularnie odwiedza jeden z bohaterów. Podejrzenia wzbudza już obmyślona przez reżysera formuła filmu. Tanović wybiera się z kamerą na bośniacką prowincję, by skłonić dwójkę prostych ludzi do odegrania traumatycznych wydarzeń ze swojego życia. Ku uciesze światowej sławy reżysera Nazif i Senada raz jeszcze inscenizują strach i cierpienie, które stały się ich udziałem przed kilku laty. Gdy kobieta zapadła wówczas na ciężką chorobę, nie mogła doprosić się pomocy w państwowym szpitalu. W swych niezdarnych wysiłkach przed kamerą bohaterowie „Senady” przypominają zdezorientowanych żołnierzy z pamiętnego „Sztandaru chwały” Clinta Eastwooda.

W swym późnym filmie nestor amerykańskiego kina z ironią portretował bohaterów, którzy po wojnie inscenizowali swoje przeżycia na potrzeby objazdowego show. Nazif i Senada mieli więcej szczęścia. Zamiast napędzanej hamburgerami i colą gawiedzi ich perypetie obserwowali szacowni widzowie festiwalu Berlinale. Pod wpływem filmu Tanovicia zachodni odbiorcy z pewnością po raz kolejny zadeklarują współczucie, politycy wyrażą ubolewanie, a Angelina Jolie właśnie w Bośni wypatrzy dla siebie kolejne dziecko. Amerykańska celebrytka, tak jak Tanović, ma szczęście do Berlinale. Właśnie na niemieckim festiwalu z honorami przyjęto jej reżyserski wygłup – „Kraina miodu i krwi”. Film opowiadający rzekomo o wojnie bałkańskiej brał widza do niewoli i torturował go za sprawą melodramatycznych klisz. Choć obcowanie z niechlujnie zrealizowaną „Senadą” również dostarcza dyskomfortu, berlińscy jurorzy mężnie znieśli niewygody i przyznali filmowi swoje Grand Prix. Teraz statuetka z pewnością okazale prezentuje się w wystawnym salonie Tanovicia.

Senada | Francja, Włochy, Słowenia, Bośnia i Hercegowina 2013 | reżyseria: Danis Tanović | dystrybucja: Spectator | czas: 75 min | Recenzja: Piotr Czerkawski | Ocena: 1 / 6