Dla wielu ludzi „Lśnienie” Stanleya Kubricka to najlepsza adaptacja prozy Stephena Kinga. Sam pisarz jej nie znosi,
Po trzydziestu latach od premiery King wciąż wbija Kubrickowi szpile. Poświęcił mu nawet kilka zdań w posłowiu do swojej nowej książki „Doktor Sen”. Niezbyt pochlebnie pisał o brytyjskim reżyserze już wcześniej w „Danse Macabre” – swojej błyskotliwej analizie krytycznej amerykańskiej kultury popularnej – i w niezliczonych wywiadach dawał upust patologicznej wręcz niechęci do filmowego „Lśnienia”. O ironio, to właśnie dzieło Kubricka stało się bodaj tą najbardziej znaną i cenioną spośród dziesiątek adaptacji prozy króla horroru, a zarazem klasykiem gatunku jako takiego, co zapewne jeszcze dodatkowo przyprawia Kinga o spazmy. Dziś uznawane za pozycję w jego dorobku kanoniczną, „Lśnienie” amerykański pisarz ukończył jako dwudziestosiedmiolatek w zaledwie cztery miesiące. Sam hotel Panorama i opowieść o oszalałym dozorcy mają swoje rzeczywiste odpowiedniki. King w lecie 1973 roku spędził noc w rzekomo nawiedzonym The Stanley Hotel w miejscowości Estes Park w stanie Kolorado, skąd zaczerpnął inspirację. Do pisania zasiadł jednak nieco później i książka – będąca w dużej mierze próbą zmierzenia się z „Nawiedzonym” Shirley Jackson, uznawanym przez Kinga za arcydzieło literackiego horroru – została wydana w 1977 roku w nakładzie 50 tys. egzemplarzy w twardej oprawie. Na listy bestsellerów „Lśnienie” wdarło się przebojem po dodruku w miękkiej okładce.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.