Jest tutaj melodyjnie, jest zmysłowo, ale jest też nudnawo i nużąco. Bo Kalifornijczyk Robin Thicke, opowiadający głównie o seksie, na „Blurred Lines” nie przekonuje.
Współpracownicy w osobach Pharrella Williamsa, Kendricka Lamara i Timbalanda dodają co prawda płycie kolorytu, ale disco i soul w retro klimacie są tu lekko naciągane. To miks dla niespecjalnie wyrafinowanej publiki, choć trzeba przyznać, że falset Robina nie ustępuje Justinowi Timberlake’owi.
Pozostało 15% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.