Autopromocja

"Pocałuj mnie" - recenzja

"Pocałuj mnie"
"Pocałuj mnie"Media
21 maja 2013

Można narzekać, że „Pocałuj mnie” to film pełen dłużyzn, niespójności i nużącej monotonii. A jednak przepiękne zdjęcia, chłodny skandynawski klimat i świetna muzyka Marca Collina sprawiają, że jakaś magnetyczna siła przyciąga nas do ekranu.

Przywykliśmy oczekiwać od skandynawskiego kina pewnej dozy spleenu i depresyjnej aury. Film szwedzkiej reżyserki Alexandry- -Therese Keining nie zawiedzie tych oczekiwań. Jej „Pocałuj mnie” ma w sobie coś z ciągnących się w nieskończoność Bergmanowskich opowieści, miejscami przywodzi namyśl jednostajność i monotonię „Melancholii” von Triera. Minie trochę czasu, zanim zorientujemy się, w jakim kierunku zmierza fabuła. Film z początku zdaje się dramatem rodzinnym, potem psychologicznym studium rozpadu relacji, opowieścią o poszukiwaniu seksualnej tożsamości, w końcu – namiętną historią miłosną.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png