statystyki

Szorstka współpraca: Łotysze nie ufali Polakom i po cichu rokowali z bolszewikami

autor: Wojciech Lada15.02.2020, 12:30; Aktualizacja: 15.02.2020, 16:38
5 Pułk Legionów w Dyneburgu, 1920 r. źródło: Centralne Archiwum Wojskowe (Domena Publiczna)

5 Pułk Legionów w Dyneburgu, 1920 r. źródło: Centralne Archiwum Wojskowe (Domena Publiczna)źródło: Wikimedia Commons

Po raz pierwszy Polacy wyzwolili okupowany przez bolszewików kraj już w styczniu 1920 r. Była to Łotwa

Magazyn DGP - 14 lutego 2020

Magazyn DGP - 14 lutego 2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

T e go dnia niewiadome były dwie: wytrzymałość lodu oraz postawa Litwinów. Ten pierwszy pokrywał Dźwinę warstwą odpowiedniej grubości, jednak artyleria mogła go skruszyć, a dział w Dyneburgu nie brakowało. Jeśli zaś chodzi o Litwinów, to ich stosunek do Polski – przy sporze o Wileńszczyznę – był wrogi, zaś ich relacje z Łotyszami zaogniał konflikt o szeroki pas ziemi na całej długości granicy między oboma państwami.

W grudniu 1919 r. w pasie tym pojawiło się polskie wojsko, co mogło sprowokować Litwinów do uderzenia. Ryzyko było spore, a jednak 3 stycznia 1920 r. gen. Edward Śmigły-Rydz wydał rozkaz ataku. O godz. 5.30, pod osłoną mroku, armie polska i łotewska rozpoczęły szturm Dyneburga.

Rozpoczęła się operacja o kryptonimie „Zima”.

Szybkie zwycięstwo

Litwini nie uderzyli, lód wytrzymał – a mimo to walka była koszmarna. Początek 1920 r. był wyjątkowo mroźny. Późniejszy pisarz, a wówczas żołnierz Stanisław Strumph-Wojtkiewicz wspominał, że tego ranka było dobrze poniżej minus 30 stopni Celsjusza. Zamarzały zamki karabinów, ich lufy pękały po wystrzale, pod działami trzeba było rozpalać ogień. A jak by tego było mało, rozpoczęła się śnieżyca i atakujący zapadali się w zaspy sięgające nawet po pas. Śmigły-Rydz i towarzyszący mu gen. Stanisław Szeptycki obserwowali szturm z baszty zamku w Kałkunach – i mieli powody do obaw.

Polacy mieli jednak znaczną przewagę liczebną, zaś szturm przeprowadzono z zaskoczenia – w walce na bagnety opanowano dworzec i cytadelę, zaś ogniem odparto dopiero rosyjski kontratak. Niemal bez wystrzału, bijąc się głównie wręcz, zajęto strategicznie panującą nad miastem Złotą Górę. „Ze szczytu góry ostrzelano doskonale widoczne na śniegu tyraliery sowieckie, zmuszając je do bezładnego odwrotu” – pisał historyk Janusz Odziemkowski. Do godz. 15 Dyneburg był zdobyty. O tym, jak sprawnie przeprowadzono szturm, najwięcej mówią liczby. Polacy stracili 21 żołnierzy, Rosjanie – 300, a dobrze ponad drugie tyle dostało się do niewoli.

Śmigły-Rydz wjechał do miasta i natychmiast wydał przygotowaną wcześniej odezwę: „Wojska polskie przekroczyły Dźwinę i weszły do Dyneburga celem oswobodzenia wraz z wojskami łotewskimi miasta i kraju od anarchii, w jaką wtrącił was rząd bolszewicki. Przybywamy jako sprzymierzeńcy państwa łotewskiego, rządu i mieszkających tu Polaków”.


Pozostało jeszcze 75% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie