„The Satanist” to wciąż rasowy metal, bezpardonowy, ciężki, przytłaczający. Perfekcyjnie zrealizowany, doskonale skomponowany i piekielnie – a jakże – inteligentny.
Reklama

Od kiedy Nergal stał się – powiedzmy dość oględnie – celebrytą, także zespół Behemoth trafił na łamy głównonurtowych mediów. Co prawda widzowi telewizji śniadaniowej wciąż kojarzyć się będzie z darciem Biblii, po płytę Behemotha statystyczny Polak przecież nie sięgnie, tracąc oczywiście okazję do kontaktu z muzycznym mistrzostwem świata. Dodajmy jednak: mistrzostwem nie na każde uszy.

Choć w licznych recenzjach pojawiają się stwierdzenia, że muzyka Behemotha stała się bardziej przystępna i melodyjna, to wcale nie oznacza, że Nergal będzie teraz podbijał popowe listy przebojów. „The Satanist” to wciąż rasowy metal, bezpardonowy, ciężki, przytłaczający. Perfekcyjnie zrealizowany, doskonale skomponowany i piekielnie – a jakże – inteligentny. Odważnie wykraczający poza getto ekstremalnej muzyki, ale jednocześnie mocno osadzony w black/deathmetalowej tradycji. Nergal nie boi się zestawiać w tekstach okultystycznych odniesień z fragmentami „Ślubu” Gombrowicza, tak jak nie bał się na singlu „Blow Your Trumpets Gabriel” zderzyć apokaliptycznego numeru z doskonałym coverem nowofalowych „Ludzi Wschodu” Siekiery. Potężne gitarowe riffy zespół wzbogaca dźwiękami organów Hammonda (gościnnie zagrał Michał Łapaj z Riverside), monumentalne kompozycje łagodzi występem Polskiej Filharmonii Kameralnej. I nie ma w tym żadnego zgrzytu, żadnego niedopasowania.

Behemothowe inspiracje: od dramatu Gombrowicza po dokonania klasyków metalowej sceny w rodzaju Emperora, tworzą tu wyjątkowo spójny konglomerat. Niezaskakujący nowością, ale twórczy, świeży, artystycznie doskonały. Behemoth już poprzednim krążkiem „Evangelion” postawił poprzeczkę na poziomie nieosiągalnym nie tylko dla polskiej konkurencji, lecz także dla większości zespołów z Zachodu. Nowym albumem ten poziom jeszcze podwyższyli. Nie ma mowy o awansie polskiego zespołu do muzycznej światowej ekstraklasy: Behemoth od dawna się tam znajduje. „The Satanist” potwierdza jedynie, że w światowej czołówce Nergal, Orion i Inferno będą gościć jeszcze bardzo długo.

Behemoth | The Satanist | Mystic | Recenzja: Jakub Demiańczuk | Ocena: 6 / 6