Po 10 latach milczenia George Michael wraca albumem „Symphonic”. Nowa płyta tak naprawdę nie jest nowa.

To zbiór evergreenów, wśród których znalazło się 6 piosenek ze śpiewnika wokalisty, pozostałe 11 to covery Niny Simone, Eltona Johna, Rufusa Wainwrighta, Terence’a Trenta D’Arby’ego czy The Police. Wszystko w hollywoodzkiej aranżacji i w atmosferze ekskluzywnego klubu. „Symphonic” to płyta koncertowa, ale tylko teoretycznie, bo nagrania z występów posłużyły tylko za kanwę. Michael nagrał wokale na nowo w studiu, a producent Phil Ramone (była to ostatnia zrealizowana przez niego płyta – zmarł w marcu ubiegłego roku) wszystko wyretuszował i wypolerował na błysk. George’owi do twarzy z klasyką. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że 50-letni wokalista, choć jest w niezłej formie, to jednak bez nowych piosenek i brzmień trochę rozczarowuje.