„Warszawskie kawiarnie literackie” Andrzeja Z. Makowieckiego to gawęda o kulturotwórczym fenomenie knajpek i jadłodajni.

Wszelką rewolucję artystyczną wywołują kawiarnie” – powiedział T a d e u s z Kantor. Prof. Andrzej Z. Makowiecki w swojej monografii doprecyzowuje chronologicznie tezę wybitnego reżysera teatralnego. Na ziemiach polskich kawiarnie zaczęły być inkubatorami nowych kulturalnych trendów, mód, snobizmów i prądów dopiero pod koniec XIX wieku, a w pełni rozwinęły się w następnym stuleciu. Wcześniej, w epoce romantycznej i postyczniowej pełniły funkcję saloników, w których dyskutuje się i tworzy manifesty polityczne, na co z pewnością miała wpływ ówczesna sytuacja naszej państwowości. Choć i tu odnotowano wyjątki. Pierwszą w dobie romantyzmu knajpką warszawskich literatów była kawiarnia Pod Kopciuszkiem przy ul. Długiej. W latach 20. XIX wieku bywali tam członkowie konspiracyjnego Towarzystwa Iksów, m.in. Julian Ursyn Niemcewicz i Kajetan Koźmian, a także Kazimierz Brodziński, autor słynnej rozprawy „O klasyczności i romantyczności”. Z Pod Kopciuszkiem rywalizowała Dziurka z ul. Miodowej (ochrzczona tak z powodu półmroku panującego w pomieszczeniach), oblegana przez czołowych poetów szkoły ukraińskiej Seweryna Goszczyńskiego i Józefa Bohdana Zalewskiego oraz krytyka Maurycego Mochnackiego.

Dopiero duch Młodej Polski wyzwolił w literatach namiętność do kafejki. Tłumaczono to na różne sposoby – przesiadywanie nad małą czarną było formą antymieszczańskiej manifestacji, podyktowane modą z Zachodu lub prozaicznymi przyczynami bytowymi. Klepiący biedę, kwaterujący się w ciasnych, ciemnych, niedogrzanych izbach literaci za cenę filiżanki gorącego napoju otrzymywali komfortową przestrzeń do pracy, negocjacji z wydawcami, dyskusji z kolegami po piórze. Chadzano wtedy m.in. do Starorypałki przy Marszałkowskiej 88 (m.in. Andrzej Niemojewski) oraz Miki (Nowy Świat, róg placu Trzech Krzyży), którą odwiedzał sam Józef Piłsudski. Wysyp literackich kafeterii nastąpił po odzyskaniu niepodległości. Powstały m.in. Ziemiańska, w której wodzili rej Skamandryci, oraz Zodiak, w którym szalał Witold Gombrowicz. „Gombrowicz rozgrywał swoje zabawy towarzyskie, prowokował i pastwił się nad wszystkimi, jak mógł, ale najbardziej nade mną. »Pan, panie Kott, pan jesteś z gminu, ale my to panu wybaczymy «” – wspominał po latach słynny krytyk i eseista. Co ciekawe – mimo iż do kawiarni literackie towarzystwo nie przychodziło po to, żeby się najeść lub napić (w wielu wypadkach lokale nie prowadziły wyszynku) – właściciele bardzo dbali o menu. W Ziemiańskiej serwowano 26 rodzajów tortów. Bardzo to odbiega od modelu knajpek artystycznych nie tylko w czasach PRL, lecz także obecnie. O ile w czasach socjalizmu braki w ofercie kulinariów czy podła jakość kawy parzonej po turecku były wynikiem degrengolady centralnie sterowanej gospodarki, o tyle dziś karta ciepłych potraw ograniczona do tostów i podawanie herbaty ekspresowej zamiast zaparzanej w imbrykach wynika z indolencji prowadzących lokale z artystowskimi pretensjami. Andrzej Z. Makowiecki rekapituluje dzieje kawiarni warszawskiej bohemy artystycznej i intelektualnej, cytując wiele smakowitych anegdot – temat został dość gruntownie opisany wcześniej przez bywalców oraz varsavianistów.