W szkatułkowej powieści „Śpiewaj ogrody” Paweł Huelle snuje rozważania o naturze sztuki i znów opowiada o wielokulturowym fenomenie Gdańska.

Paweł Huelle powrócił do dawnego Gdańska. W sensie topografii literackiej nigdy się z niego nie wyprowadził – rejterada miała charakter wyłącznie chronologiczny. Poprzednia powieść urodzonego w 1957 roku pisarza zawierała dawkę fantastyki. Fabuła „Ostatniej wieczerzy” (2008) rozgrywała się w niedalekiej przyszłości w Trójmieście, zamieszkanym przez coraz bardziej ekspansywną społeczność muzułmańską. Nie była to książka w pełni udana. Huelle jest zajmującym opowiadaczem, ale lepiej czuje się w historii dokonanej niż domniemanej. O czym przekonuje „Śpiewaj ogrody”.

Rzecz sprawia wrażenie podsumowania gdańskiej twórczości pisarza, czyli de facto najważniejszej części jego dorobku. Akcja zakrojona jest szeroko w czasie. Huelle zabiera czytelnika w podróż po meandrach historii miasta nad Motławą. Podążamy za narratorem aż do XIII wieku, brniemy przez potop szwedzki, francuską interwencję na Westerplatte w XVIII w., dzieje Wolnego Miasta Gdańska, II wojnę światową, zahaczamy o teraźniejszość. Fabuła jest wielowątkowa i pogmatwana, tak jak historia miejsca, o którym opowiada. „Śpiewaj ogrody” to palimpsest, którego rozszyfrowanie nie jest sprawą prostą, ale – w dużej mierze – wciągającą.