„Mój przyjaciel wróg” to szlachetne kino, ale pozostaje jedynie wyrazem nadziei, że na Bliskim Wschodzie wreszcie zapanuje pokój.
Reklama

Wiosna 1982 roku. Konflikt izraelsko-libański wciąż się zaostrza, kolejna wojna wisi na włosku. Przez rozdarty wewnętrznymi konfliktami Liban wędruje dwóch przypadkowych sojuszników. Fahed (Abdallah El Akal) to kilkunastoletni chłopak. Przeszedł szkolenie w obozie wojskowym Organizacji Wyzwolenia Palestyny stacjonującym w Bejrucie, jego marzeniem była walka z Izraelczykami. Do czasu, gdy w jednym z nalotów zginął ojciec Faheda. Teraz chłopak chce jedynie wrócić do leżącej na terenie Izraela rodzinnej wioski, by tam zasadzić drzewko oliwne hodowane przez ojca.

Yoni (Stephen Dorff) to izraelski pilot. Zestrzelony nad Bejrutem trafił w ręce OWP. Dla niego ucieczka z Libanu może być kwestią życia lub śmierci. Ale musi liczyć na pomoc Faheda i wierzyć, że chłopak nie wyda go w ręce Palestyńczyków.

Solidnie zrealizowany i zagrany film (szkoda, że Dorff nie dostaje więcej podobnych ról i na co dzień musi marnować się w trzeciorzędnych thrillerach), choć raczej powiela doskonale już znane klisze. „Mój przyjaciel wróg” to stara historia opowiedziana po raz kolejny – podobne oglądaliśmy już wielokrotnie. Wystarczy wspomnieć „Najodważniejszych z wrogów” (1965) czy wspaniałe „Piekło na Pacyfiku” (1968) z wielkimi rolami Lee Marvina i Toshira Mifunego. Ba, historię dwóch przeciwników, którzy muszą we wspólnym celu zjednoczyć siły, oglądaliśmy nawet w wersji science fiction („Mój własny wróg”, 1985). Siłą filmu Erana Riklisa, twórcy m.in. wyświetlanej także w polskich kinach „Misji kadrowego”, nie jest bowiem oryginalność (scenariusz jest dziełem debiutanta, mieszkającego w Stanach Zjednoczonych Palestyńczyka). Liczy się przede wszystkim jego ekumeniczna wartość oraz godna podziwu – choć być może całkowicie naiwna – wiara w możliwość porozumienia zwaśnionych stron. Oryginalny tytuł filmu, „Zaytoun”, w języku arabskim oznacza oliwkę, a niesione przez Faheda w plecaku drzewko dla obu bohaterów staje się symbolem przyjaźni, która wykiełkowała wszak na wyjątkowo niesprzyjającym gruncie. Szlachetne przesłanie mija się jednak z celem i pozostaje jedynie wyrazem nadziei, że burzliwy los narodów Bliskiego Wschodu kiedyś wreszcie będzie musiał się odmienić

Mój przyjaciel wróg | Wielka Brytania, Izrael 2012 | reżyseria: Eran Riklis | dystrybucja: Kino Świat | czas: 110 min | Recenzja: Jakub Demiańczuk | Ocena: 4 / 6