Celine i Jesse, których poznaliśmy w „Przed wschodem słońca” 19 lat temu, kiedy wciąż mieli przed sobą najważniejsze życiowe decyzje, dziś są parą ludzi przez te decyzje zmienionych. „Przed zachodem słońca” – druga część trylogii Linklatera – wydaje się teraz zapisem ich tęsknoty za romantyczną miłością.

Związali się, wierząc w taką miłość, ale jednocześnie w mit własnej relacji – z jej poetyckim początkiem, rozłąką na lata, tęsknotą. Trudno wyobrazić sobie większy mit, ale też większe poświęcenie, wynikające z prawdziwych emocji Jessego – to on zostawia żonę i dziecko, przenosi się ze Stanów do Francji, żeby związać się z Celine i poświęca jej swoje dwie pierwsze książki. A ona przyjmuje to wszystko z zachwytem i czystą wiarą, że ten mężczyzna jest jej bratnią duszą. Po 9 latach wciąż kochają się, nie przestali być przyjaciółmi, potrafią rozmawiać ze zrozumieniem. A jednak pojawiają się w tych rozmowach również żarty, w których można odczytać niespełnione oczekiwania, żal, zmęczenie. Wszystkiemu winien jest upływ czasu. To zresztą główny temat rozmów bohaterów filmu, oprócz miłości i budowania związków. Tęsknota za minionym czasem jest sednem tej opowieści. Bo tym razem spotykamy bohaterów Linklatera w ostatni dzień ich długich wakacji w Grecji, właśnie odwieźli na lotnisko syna Jessego.

Na początku jest więc ból po rozstaniu i rozmowa o tym, jak szybko mijają lata dorastania. A jednocześnie wyraźne zarysowanie tego, co może dzielić Celine i Jessego – on chce być z synem w Chicago, ona nie chce wyprowadzać się z Paryża, on wierzy, że sens ma działanie zgodnie z emocjami, ona próbuje podjąć racjonalną decyzję związaną z pracą. Ich pierwszy dialog w filmie wrzuca widza w sam środek konfliktu. Jest też dowodem dojrzewania samego Linklatera jako scenarzysty i reżysera – to precyzyjnie skomponowany początek, napisany jak prolog greckiego dramatu. I jak w dobrej sztuce, bohaterów w najtrudniejszych sytuacjach ratuje humor. Delpy, Hawke i Linklater powtarzają, że będą wracać do historii Celine i Jessego, aż dojdą do etapu „Miłości” Michaela Hanekego. – Tylko że nasza wersja będzie weselsza – mówi Hawke. – W ostatniej części nasze postaci będą już tylko oglądać stare filmy o miłości.