Autopromocja

„Ceremonie zimowe”: Półtorej godziny zabawy z odrobiną metafizycznej goryczy

Ceremonie zimowe, fot. mat. pras.
Ceremonie zimowe, fot. mat. pras.Media
9 września 2016

TEATR MONTOWNIA | „Ceremonie zimowe” to nie najlepszy i nie najsłabszy utwór Hanocha Levina. Adam Sajnuk zgrabnie połączył w nim refleksję nad szaleństwem świata z zabawną galerią bohaterów dramatu

2658963-.png
Ceremonie zimowe, fot. mat. pras.

Zdaje się, że worek ze sztukami Hanocha Levina nie ma dna. Jakiś czas temu polskie prapremiery nieznanych jeszcze jego dzieł odbywały się mniej więcej co dwa tygodnie, teraz zdarzają się nieco rzadziej, ale też regularnie. Nieoceniona Agencja Dramatu i Teatru Elżbiety Manthey opublikowała już cztery księgi twórczości izraelskiego pisarza, w trzech pomieściła dorobek dramatyczny (rzecz jasna, niepełny), w ostatnim przede wszystkim skecze kabaretowe i piosenki. W efekcie Levin zajmuje w mojej bibliotece spory kawałek półki, można do niego powracać i bawić się w najbardziej różnorodne zestawienia. Ta sztuka zdaje się lepsza od tamtej, ta – nie wiadomo dlaczego – jeszcze nie trafiła na scenę, a tamta wydaje się tylko watą między istotnymi tytułami. Całość jest tyleż fascynująca, co nierówna. To zresztą zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę rozległość dzieła autora „Kruma”.

2658947-.png
Ceremonie zimowe, fot. mat. pras.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.