Sprawą „eleganckiego mordercy” Władysława Mazurkiewicza żył Kraków w latach 50. Dekadę później przerażenie siał niepozorny nastolatek Karol Kot. Ukazały się niedawno dwie książki przybliżające postacie słynnych morderców z PRL-u. Odmienne jak sami sprawcy.
O Mazurkiewiczu opowiada w swojej książce „Elegancki morderca” dziennikarz Cezary Łazarkiewicz. Stąd zapewne jego dzieło ma dziennikarski sznyt i przypomina pitawal, czyli coś na pograniczu reportażu i opowiadania. Opisując zbrodnie, Łazarkiewicz posiłkuje się archiwami, materiałami prasowymi, aktami, przytacza wspomnienia, w tym „Pitaval Polski XX wieku” autorstwa obrońcy Mazurkiewicza, niezwykle doświadczonego i cenionego adwokata Zygmunta Hofmokla-Ostrowskiego, urodzonego w 1873 roku w Wiedniu.
Sprawą Mazurkiewicza żyły cały Kraków i Polska. Pisały o nim najważniejsze gazety w stylu „Świata” czy „Expressu Wieczornego”, proces opisywał sam Marek Hłasko, artykuł o zbrodniarzu ukazał się też w amerykańskim magazynie „Time”. Najsłynniejsze relacje przygotowywał Lucjan Wolanowski, ogromnie doświadczony i ceniony dziennikarz, reportażysta. O Mazurkiewiczu pisał m.in. do popularnego tygodnika „Świat”. Zdjęcia na procesie robił dla gazety nie mniej ceniony fotograf Wiesław Prażuch. Wolanowski pisał m.in. tak: „eskorta wprowadza mężczyznę w zwyczajnym ubraniu. Siada przede mną, bacznie mi się przygląda. Jest spokojny, przynajmniej nie znać po nim żadnych emocji. Chyba ja to bardziej przeżywam niż on. Ja po raz pierwszy w życiu znalazłem się twarzą w twarz z człowiekiem pozostającym pod tak ciężkim oskarżeniem. Nie zapomnę nigdy nastroju tej sceny (...) gdy proces się skończy postaram się opowiedzieć dokładnie o mordercy z kwiatkiem – uprzejmym, usłużnym, obytym towarzysko, niezrównanym partnerem w grze i zabawie. Takim znały go – i pamiętają po dziś dzień – setki ludzi. Ale przecież musiał on mieć jeszcze drugie oblicze”. I miał. Krążyła pogłoska, że zamordował 30 osób. Po burzliwym procesie 30 sierpnia 1956 r. sędzia oznajmił, że dla takiego zbrodniarza nie ma miejsca w społeczeństwie, i ogłosił osiem wyroków śmierci, z czego kilka na mocy amnestii zostało od razu zamienionych na więzienie. Wyrok, przez powieszenie, wykonano pół roku później w krakowskim więzieniu na Montelupich. Łazarkiewicz przytacza taki zapis tych chwil z pamiętników mecenasa Hofmokla-Ostrowskiego: „Zapadł w otępienie, co mu pozwoliło z kamiennym spokojem wstąpić na schody szafotu z papierosem w ustach”. Autor „Eleganckiego mordercy” przetrawił ogromną literaturę dotyczącą Mazurkiewicza, szukając jego związków z gestapo, podejrzeń o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Wplata w to fascynujący obraz partactwa milicji, przebiegu procesu i fascynacji opinii publicznej, jak już zbrodnie Mazurkiewicza wyszły na jaw. Książkę Łazarkiewicza czyta się bardziej zachłannie niż „Lolo” Marty Szreder, choć bohater tej drugiej nie jest mniej fascynujący.