Wybitny aktor mówi, że chciał wrócić do Częstochowy, bo właśnie tu było najtrudniej i najbardziej szlachetnie. Henryk Talar kierował Teatrem im. Adama Mickiewicza w latach 1994–1997, sprawiając, że stał się on rozpoznawalną w kraju marką. Nie był to jednak dla niego i dla częstochowskiej sceny czas spokojny. Artysta przyznaje, że wiele mu się udało, ale niektórych spraw nie dokończył, popełnił też sporo błędów. Dlatego wraca do Częstochowy, żeby się rozliczyć – nie tyle ze swoją dyrekcją sprzed lat, ale ze swoim życiem na scenie. Zapewne mógł przyjmować gratulacje na deskach warszawskiego Ateneum albo w Narodowym, ale wybrał bardziej odległe miejsce. Jakby chciał udowodnić, że artystyczna prowincja dzisiaj nie istnieje. Jest raczej stanem umysłu niż miejscem na mapie.

„W starych dekoracjach” przygotował Igor Gorzkowski. Szef warszawskiego Teatru Ochoty oraz Studia Koło najpierw pracował z Talarem w Narodowym, potem obsadził go w roli Prospera w swej ascetycznej „Burzy” według Szekspira, w radiu dał mu też piękną rolę w „Mewie” Akunina. Niewątpliwie znalazł z aktorem artystyczne porozumienie, Talar zaś znów znalazł „swojego” reżysera. Częstochowski spektakl zbudowany jest z prozy Tadeusza Różewicza w stylu niespiesznym, pastelowym, przepełnionym nostalgią. Oto poeta u schyłku życia melduje się w rzymskim hotelu. Nie może się dogadać z obsługą, dostaje pokój dla dwóch osób zamiast pojedynczego. Chodzi po Wiecznym Mieście, ale odbywa też bardziej istotną podróż. Do zakamarków pamięci, w minione. Nawiedzają go kobiety jego życia, przypominają, czegoś chcą. On zaś spod przymrużonych powiek patrzy na nie, jakby był już i tu, i tam, po drugiej stronie.

Przedstawienie podporządkowane jest głównej roli Henryka Talara, ale artysta nie sprowadza jej do benefisowego popisu. Jest w świecie Różewicza przechodniem, co pokazuje z wielką delikatnością. Jego bohater mógłby się pojawić w „Kartotece”, aby przeglądać fiszki pamięci. Mógłby też trafić w kosmos Tadeusza Konwickiego, Talar wydaje się dziś aktorem skrojonym na miarę jego dzieł. Jego spotkania z kobietami mają raz większą (świetny epizod Teresy Dzielskiej), raz mniejszą siłę. Wszystko zmierza do powrotu. Do matki, która wie wszystko i wszystko rozumie. Podróż poety kończy się w rodzinnym domu, a scena Talara z Cecylią Putro (Matka) najmocniej zapada w pamięć.

Nie jest to widowisko bez wad, nie stanie wśród największych dokonań Gorzkowskiego. Ma jednak w sobie coś nieuchwytnego, jakąś przedziwną mgłę, dużo nostalgii. Dziwny nastrój, trudny do nazwania. To budzi szacunek, bo wyobrażam sobie dawnego Vittoria Matę z legendarnej „Selekcji” w być może bardziej efektownej roli. On jednak nawet przy jubileuszu wolał się wycofać do drugiego szeregu, pokazać, że przodem teatr, on w drugim szeregu. Szlachetna i budząca szacunek to postawa.

 „W starych dekoracjach” według Tadeusza Różewicza | reżyseria: Igor Gorzkowski | Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie