Pewnego razu za oceanem skromny księgowy z Georgii rzucił słupki i liczydła i zabrał się do pisania fantastyki. Jego „Więzień labiryntu” okazał się hitem
James Dashner na rynku literackim debiutował zaledwie dekadę temu, a napisał już kilkanaście książek. Z zawodu i wykształcenia finansista, od dzieciństwa namiętny czytelnik, stwierdził, że skoro inni mogą, to on też. Pisał, zbierał nominacje, pisał, kolekcjonował nagrody, pisał, inkasował czeki i pisał. Nieraz po dwie powieści rocznie.
Obecnie ma na koncie pięć różnych serii dla młodzieży i czasu nie marnuje. Trylogię „Więźnia labiryntu” niby zakończył, ale zdołał jeszcze dopisać prequel. Hollywood, nie czekając nawet na premierę filmu opartego na pierwszym tomie, zadecydowało o zakupie praw do następnego, a produkcja już się zaczęła. Dashner złapał filmowego bożka za nogi i pewnie długo nie puści, bo książki sprzedają się nieźle, a katalog ma obfity i można przebierać godzinami. „Kiedy podpisałem kontrakt, byłem jeszcze mało znanym pisarzem” – opowiada. – „Umowa nie dawała mi absolutnie żadnej możliwości negocjacji ze studiem odnośnie do adaptacji mojej książki, ale potraktowano mnie jak kogoś, kto faktycznie może im pomóc ten film nakręcić. Dzwoniono do mnie, radzono się mnie, pytano o opinię. Jeździłem na plan. Interesowało ich nawet to, czy jeśli coś zmienią, fani przypadkiem nie wyjdą na ulice”.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.