„Zacznijmy od nowa” łamie gatunkowe przyzwyczajenia. Chociaż to lukrowana historia, szybko okazuje się, że ten lukier jest sztuczny.
Bylebym tylko nie musiała grać pieprzonego Vivaldiego – mówi młodociana wiolonczelistka, kiedy dostaje od jednego z głównych bohaterów tego filmu propozycję grania w jego zespole na niekorzystnych warunkach. „Zacznijmy od nowa” odżegnuje się od klasyków, ale nie ucieka od schematów klasycznego kina gatunkowego.
Nowy film reżysera „Once” chciałby udawać kino niezależne, ale zdecydowanie bliżej mu do produkcji pop. Plejada gwiazd z Keirą Knightley na czele winduje dzieło w światowym box offisie, a sprytnie napędzona promocja (z piosenkami głównej aktorki na czele) każe patrzeć nań cokolwiek podejrzliwie. Jednak w ostatecznym rozrachunku odpowiedź na pytanie, czy reżyser się sprzedał, czy jeszcze nie, świadczy na korzyść artysty.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.