Autopromocja

Marek Karewicz: Jazz kontra big-beat

Breakout
BreakoutMedia
30 kwietnia 2014

Znany jest przede wszystkim z fotografii największych polskich i zagranicznych gwiazd jazzu oraz okładek płyt analogowych. Marek Karewicz przez wiele lat fotografował też polską scenę bigbeatową. Opowiada o tym w książce „Big-beat”, opowiedział też nam

Skrót artykułu

Z tego, co pisze pan w książce „Big-beat”, pierwszy pana kontakt z fotografią wyniknął z chęci zarobienia paru groszy.

Zaczynałem w zasadzie od pracy laboratoryjnej przy zdjęciach, bo jeszcze zanim zdobyłem pierwszy aparat, robiłem sporo odbitek, kopii zdjęć. Wiedza techniczna pomogła mi robić na przykład odbitki programów kinowych, które zdobywał kolega. Moje kopie sprzedawał i w ten sposób zarabialiśmy parę groszy.

Gdzie zdobywał pan fotograficzną wiedzę?

Najpierw chodziłem do liceum fotograficznego na ulicy Spokojnej. Tam egzamin zdawałem przed Heleną Dąbrowską, siostrą słynnej pisarki Marii. Sporo zawdzięczam dyrektorowi placówki Zbigniewowi Pękosławskiemu, choć moimi mistrzami byli Edward Hartwig, z którym współpracowałem i który bardzo mnie wspierał, oraz Benedykt Jerzy Dorys. Po liceum poszedłem do łódzkiej filmówki. Wycofałem się na trzecim roku, bo wiedziałem, że już filmowcem nie zostanę. Tam jednak działało prężne środowisko jazzowe. Wydział operatorski skończył chociażby saksofonista, kompozytor Duduś Matuszkiewicz.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.