Debiut Djinna Carrenarda ma w sobie ten sam twórczy gniew, który emanował także z „Oburzonych” Tony’ego Gatlifa. Bohaterowie „Donomy” unikają jednak otwarcie politycznych deklaracji.
Z ich ust daje się za to usłyszeć okrzyk tęsknoty za miłością. Szorstki, chropowaty Paryż Carrenarda w ogóle nie przypomina z metropolii rozsławionej chociażby przez kino Nowej Fali. Klasyczne filmy Truffauta czy Rohmera miały w sobie optymizm, który kazał wierzyć, że przypadkowe spotkanie chłopaka i dziewczyny może okazać się dla nich wstępem do metafizycznego przebudzenia. W „Donomie” uczucia pozostają zduszone w zarodku przez wyrachowanie potencjalnych partnerów. Według reżysera indywidualne wybory stają się jednak ewidentnym pokłosiem systemowych patologii. Zrealizowany za zaledwie 150 euro (!) film Carrenarda ogląda się jak partyzancki atak na pogrążony w marazmie, podszyty ksenofobią i lękający się przemian świat Zachodu.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.