"Święta czwórca" zaskoczy wielbicieli dotychczasowych dokonań Jana Hrebejka, choć czeski reżyser wraca do tematu kryzysu małżeńskiego.
Podejmowana w nowym filmie tematyka bynajmniej nie jest reżyserowi obca. Już wcześniej, w „Do Czech razy sztuka”, „Piękności w opałach” czy „Niedźwiadku”, czeski twórca opowiadał przecież o małżeńskim kryzysie i towarzyszącemu długoletnim związkom emocjonalnemu wypaleniu. Do tej pory bohaterowie Hrebejka szukali pocieszenia w ramionach kochanków, a z kłopotami radzili sobie za pomocą intryg i zdrad. W „Świętej czwórcy” po raz kolejny doprowadzają do powstania miłosnego wielokąta. Najważniejsza różnica polega jednak na tym, że wszyscy jego uczestnicy doskonale o sobie wiedzą, a nawet pozostają bliskimi przyjaciółmi. W filmie Hrebejka perwersyjny uśmieszek libertyna sąsiaduje z zapałem aktywisty burzącego klasowe bariery. Reżyser wyraźnie podkreśla, że eksperymentujący z własnym życiem seksualnym bohaterowie nie mają nic wspólnego z zepsutymi burżujami. Zamiast tego Hrebejk czyni z Ondry i Vitka zwyczajnych elektryków z czeskiego miasteczka. Deklarowana na każdym kroku sympatia do bohaterów pozwala odczytywać „Świętą czwórcę” jako świadomie przaśną, proletariacką wariację na temat „Julesa i Jima” Truffaut.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.