„Intryga małżeńska”– tak jak i poprzednie powieści Eugenidesa – to nic innego jak opowieść znad krawędzi przepaści.
W świecie opisanym przez Jeffreya Eugenidesa do kina chodzi się na filmy Felliniego, a do poduszki czyta się Rolanda Barthesa. „Intrygę małżeńską”można więc potraktować jako ironiczny komentarz do intelektualnej płycizny pokolenia wychowanego na serwisach społecznościowych i stacjach muzycznych, w których nawet nie puszcza się już muzyki. Można, ale wcale nie trzeba, bo i nie o tym powieść Eugenidesa wszak traktuje. Sam autor wywodzi się ze środowiska akademickiego, więc świat przez siebie przedstawiony poznał empirycznie i trudno zarzucić mu ostentacyjną pretensjonalność, choć momentami wydaje się o nią zahaczać. Nie brak też w trzeciej powieści amerykańskiego pisarza wątków autobiograficznych i parę co bardziej oczywistych przykładów można odszukać bez trudu.
Bohaterowie studiują na prywatnym Uniwersytecie Browna, który Eugenides ukończył w 1983 r., zaś jeden z chłopaków uwikłanych w uczuciowy trójkąt podobnie jak autor ma w żyłach domieszkę greckiej krwi i zgłasza się na wolontariat u boku Matki Teresy w indyjskiej Kalkucie. Mitchella i Leonarda poza studiami łączy chyba tylko jedno: Madeleine Hanna, urodziwa koleżanka z sali wykładowej. Ten pierwszy skrycie podkochuje się w dziewczynie, a każdy przyjacielski sygnał z jej strony odbiera opacznie. Drugi to zblazowany, ale błyskotliwy inteligent, a jego pasożytniczą zależność od przyjaciół usprawiedliwia postępująca choroba psychiczna. Rozsądek podpowiada Madeleine, iż pewniej czułaby się u boku Mitchella, który przy pierwszej lepszej okazji bez wątpienia padłby jej do stóp, lecz to roztaczający wokół siebie atrakcyjną aurę straceńca Leonard częściej nawiedza myśli egzaltowanej studentki.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.