Autopromocja

"Wspaniała" - recenzja

"Wspaniała"
"Wspaniała"Media
22 marca 2013

"Wspaniała" to film rozkochany w sobie niczym egzaltowana pensjonarka.

Bohaterka filmu Regisa Ronsarda traktuje kamerę jak lustro, przed którym mizdrzy się wraz ze wszystkimi świecidełkami wyciągniętymi z przepastnej garderoby. Trudno ulec jednak efektowi wdzięku osiąganemu przy użyciu tak wielkiego wysiłku. Debiutujący w pełnym metrażu Ronsard aż nazbyt bezczelnie usiłuje naśladować kino mistrza Billy’ego Wildera. W swych nieporadnych wysiłkach młody Francuz bardziej niż klasyków amerykańskiej komedii przypomina jednak rodaków odpowiedzialnych przed laty za fenomen „kina papy”. Cofająca się w czasie do lat 50. „Wspaniała” wyraża sobą całą charakterystyczną dla niego intelektualną miałkość i zamiłowanie do kiczu. Filmy reprezentujące „kino papy” zostały ostatecznie napiętnowane przez grupę młodych krytyków, którzy zasłynęli później jako twórcy francuskiej Nowej Fali. Wielka szkoda, że Truffaut, Godard i spółka nie mieli okazji, by ostrzem swego pióra ugodzić także „Wspaniałą”.

Debiut Ronsarda zasługuje zresztą na karę sroższą niż czterysta batów. Francuski reżyser ma na sumieniu grzechy znacznie cięższe niż tylko pozbawione sensu wskrzeszanie martwych konwencji. Oglądane z dzisiejszej perspektywy filmy sprzed lat mają w sobie przynajmniej urzekającą niewinność. Tego samego nie da się bynajmniej powiedzieć o pozorującej nostalgię „Wspaniałej”. Odwołujący się z sentymentem do lat 50. francuski film wydaje się zdeprawowany przez – rozumiany całkiem współcześnie – korporacyjny cynizm. W debiucie Ronsarda podejrzane wrażenie robi już sam punkt wyjścia. Oto naiwna Rose przybywa z prowincji do Paryża i swoją postawą daje do zrozumienia, że zrobi wszystko, aby otrzymać upragnioną posadę maszynistki. Przełożony bohaterki doskonale wyczuwa tę determinację i uznaje ją za pretekst do podniesienia prestiżu swojej firmy. Aby sprawdzić przydatność Rose do profesji, każe dziewczynie stanąć wraz z setkami rywalek do konkursu o tytuł najlepszej maszynistki. Zawody stają się mimowolną metaforą wyścigu szczurów i uprzedmiotowienia bohaterek, które na scenie przemieniają się w bezmyślne roboty.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png