Autopromocja

Wiesław Romanowski "Bandera. Terrorysta z Galicji" - recenzja

Wiesław Romanowski "Bandera terrorysta z Galicji"
Wiesław Romanowski "Bandera terrorysta z Galicji"Media
9 stycznia 2013

Prawdziwy Bandera jest odległy od mitów. W rzeczywistości – dowodzi Wiesław Romanowski – nie zasłużył on bowiem na taką rozpoznawalność i gdyby nie został zamordowany w1959 r. w Monachium przez sowieckiego agenta, zostałby słusznie zapomniany przez samych Ukraińców.

Postać Stepana Bandery obrosła w wiele mitów. W ukraińskiej Galicji przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów bywa czczony nieomal jako symbol narodu. W Rosji termin „banderowiec” rozszerzył się niemal tak, jak w Europie Zachodniej nazwisko Vidkuna Quislinga. Banderowiec to synonim zbrodniarza grasującego po lasach i atakującego wyzwolicieli z Armii Sowieckiej. Nawet litewscy czy rumuńscy antykomunistyczni partyzanci bywają nazywani banderowcami. Prawdziwy Bandera jest odległy od obu tych mitów. W rzeczywistości – dowodzi Wiesław Romanowski – nie zasłużył on bowiem na taką rozpoznawalność i gdyby nie został zamordowany w1959 r. w Monachium przez sowieckiego agenta, zostałby słusznie zapomniany przez samych Ukraińców.

Kup książkę "Bandera terrorysta z Galicji"

Autor dowodzi, że przywódca jednej z frakcji OUN to pozbawiony zmysłu politycznego nieudacznik, terrorysta nieliczący się z losem samych Ukraińców, o ile nie są w pełni oddani wyznawanej przez niego skrajnej, quasi-hitlerowskiej formie nacjonalizmu. A pod koniec życia Bandera jest już tylko karykaturą siebie – skłócony z licznymi frakcjami ukraińskiej emigracji, zlecający zabójstwa politycznych konkurentów. Choć książka Romanowskiego porządkuje naszą wiedzę o Banderze, nie jest wolna odwad. Trudno oprzeć się wrażeniu pewnego narracyjnego chaosu, zwraca uwagę niechlujna pisownia nazwisk. Na złośliwy chichot historii zakrawa zwłaszcza podawanie niektórych imion ukraińskich nacjonalistów, zwalczających przecież wszystko co „moskalskie”, w wersji rosyjskiej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.