O kształcie „Portretu damy” w gdańskim Teatrze Wybrzeże decydują Ewelina Marciniak, Magda Kupryjanowicz, Katarzyna Borkowska, Dominika Knapik, Barbara i Agnieszka Derlak, Katarzyna Dałek. Grają o całą stawkę, dlatego jest to spektakl tak bezkompromisowy, ryzykowny, uwodzący
To nie jest nowe spostrzeżenie. O sile polskiego młodego i tego trochę starszego teatru decydują przede wszystkim dziewczyny. Maja Kleczewska, Agata Duda-Gracz, Monika Strzępka, Barbara Wysocka, Ewelina Marciniak – każda inna, ale przemawiająca własnym głosem. Z jednymi ich przedstawieniami mi po drodze, inne burzą krew. Jednak mało w nich chęci do kompromisu, więcej gry va banque – wszystko albo nic. Siła ich polega właśnie na tym. Nie kalkulują, nie projektują reakcji publiczności. Grając o całą stawkę, ryzykują pełen sukces albo całkowite odrzucenie. Uda się albo spadną z wysokiego konia, najwyżej mocno się potłuką. Sprawia to, że ich teatr często bywa ekscytujący. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać.
Chociaż akurat Ewelina Marciniak ma już własny rozpoznawalny styl. Debiutowała umiejętnie przepisaną na współczesność, mocno formalną „Zbrodnią” według „Zbrodni z premedytacją” Gombrowicza w Bielsku-Białej. W Teatrze Wybrzeże najpierw przygotowała „Amatorki” Elfriede Jelinek – skromne, a jednak najmocniejsze aż do tej premiery swoje przedstawienie. Rozpisaną na czworo aktorów psychodramę o wzajemnej przemocy, która staje się tak powszednia, że aż przestaje być zauważalna, o damsko-męskiej tresurze posuniętej do granic perwersji. Marciniak właśnie kobietom przygląda się ze szczególną uwagą. Bada ludzką cielesność jako uwięzienie w kompleksach i pożądaniu. Bawi się z nami w niegrzeczne gry, każąc podglądać aktorów, abyśmy poczuli się współwinni. Fascynujące bywają to zabawy, tym bardziej że młoda artystka nie zapomina, że teatr to widowisko. Dlatego tworzy inscenizacje bezczelnie atrakcyjne. Myślę, że wcale nie obraziłaby się, gdybym powiedział, że teatr Eweliny Marciniak to w swej istocie teatr środka, adresowany do każdego widza. Tyle że zamiast karmić go bezpieczną papką, najpierw mami go obrazami, a potem wali pięścią między oczy. I pozostawia z niepokojem – więc to był ów miły wieczór, za który zapłaciłem w kasie?