TEATR WSPÓŁCZESNY | „Nauka chodzenia” Pawła Miśkiewicza we Wrocławskim Teatrze Współczesnym przypomina spacer po bibliotece z utworami Tadeusza Różewicza w poszukiwaniu scen, pojedynczych zdań, wspomnień z pierwszej lektury. Szlachetna to podróż, choć nie dla każdego
Wrocławski Teatr Współczesny pod dyrekcją Marka Fiedora od lat wierny jest swoim artystycznym ojcom. Wystawia albo przynajmniej czyta utwory Tymoteusza Karpowicza, wraca do twórczości Helmuta Kajzara, Tadeuszowi Różewiczowi natomiast przyznaje najważniejsze miejsce. Nazywa tych autorów swymi Patronami i że są nimi, udowadnia w swym repertuarze. Współczesny za kadencji Fiedora nie bardzo dba o rozgłos, dlatego niektóre działania sceny przy Rzeźniczej umykają uwadze. Tymczasem warto je docenić, bowiem Współczesny głosi pochwałę wierności. Szuka nowych tekstów, ale grzebie w szufladach swych sztandarowych autorów. Kto poza nim zajmuje się dziś Karpowiczem albo Kajzarem? Prawie nikt. A Współczesny robi to nie od święta.
„Nauka chodzenia” w inscenizacji Pawła Miśkiewicza to największy z ostatnich projektów związanych z Patronami Współczesnego. Miśkiewicz pozostaje w pamięci dzięki swym dawnym rolom u Krystiana Lupy, własnym inscenizacjom tekstów Dei Loher albo Elfriede Jelinek. Dla wielu jednak jest autorem zrealizowanego jako dyplom wydziału aktorskiego krakowskiej PWST spektaklu „Rajski ogródek”, zbudowanego z fenomenalnie połączonych w autonomiczną całość fragmentów dramatów Różewicza. Od premiery minęło lat piętnaście, a „Rajski ogródek” stał się już niemal legendą. Być może żadne kolejne wyreżyserowane przez Miśkiewicza przedstawienie mu nie dorównało.