Z Katarzyną Groniec rozmawia Konrad Wojciechowski
Dzwonię do pani, ale nie wiem, czy to nie pomyłka, bo w komunikatorze wyświetla mi się „Katarzyna Kaszubska”, a nie „Katarzyna Groniec”…
To ja. Zapomniałam haseł i loginów do konta na Skypie, więc mąż założył mi nowe. A skoro siedzimy na Kaszubach, to podpisałam się „Katarzyna Kaszubska”. Ot i cała tajemnica.
Czyli nie jest to artystyczna przemiana?
Raczej indolencja w sprawach technicznych. Nie nabyłam biegłości w odzyskiwaniu zapomnianych haseł. W ogóle nie nabyłam biegłości. Jestem bardziej analogowa niż cyfrowa. I tak już zostanie.
Nie korciło pani, aby wygodnicko schować się za pseudonimem, być kimś innym? To częste zjawisko w sztuce.