Przyciągnął mnie podtytuł. „Pozdrowienia z późnego kapitalizmu” to trochę jak tajemny uścisk dłoni członków loży masońskiej. Widzisz go i myślisz sobie: „Aha, będzie to, co trzeba. Krytyka neoliberalizmu z lekką dozą cynicznej rezygnacji, że jest jak jest i inaczej być nie może. Przynajmniej dopóki istnieje kapitalizm, a ponieważ na horyzoncie nie widać alternatywy, to wiadomo... No, ale na pocieszenie będzie można sobie ponarzekać. A poza tym użytkownicy pojęcia «późny kapitalizm» powinni trzymać się razem”. Połknąłem przynętę.
Potem przyszły znaki ostrzegawcze. Wydawnictwo Znak, liberalny Kraków, czołowy zwycięzca neoliberalnego kapitalizmu. Aha, i oni wydają książkę o „późnym kapitalizmie”. No, to chyba już wiem, co to będzie za wygibas. Kolejna próba capitalismwashingu - takiego mycia sobie rączek przez środowiska budujące III RP za pomocą kapitalizmokrytycznych detergentów. Dzieje się to od lat. A w roli detergentów pojawiają się coraz to nowi autorzy. Ba, sam wśród nich kiedyś byłem.