Miłośników mocnych społecznych reportaży zainteresuje zapewne ta wielokrotnie nagradzana książka Matthew Desmonda
Matthew Desmond, „Eksmitowani. Nędza i zyski w jednym z amerykańskich miast”, przeł. Tomasz Gałązka, Marginesy, Warszawa 2019 / DGP
okładka Magazyn 18 października 2019 r / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Matthew Desmond, „Eksmitowani. Nędza i zyski w jednym z amerykańskich miast”, przeł. Tomasz Gałązka, Marginesy, Warszawa 2019
Rzecz dzieje się w Milwaukee w stanie Wisconsin. Jako zaangażowany socjolog Desmond wie, że można napisać tysiąc artykułów naukowych na temat problemu mieszkaniowego w neoliberalnej Ameryce i nie zmieni się nic. Dlatego postanawia napisać raport ze świata ludzi pozbawionych własnego kąta – żyjących w niesławnych osiedlach przyczep kempingowych lub będących o jedną wypłatę od bezdomności.
Ostrzegam, że czytanie tej książki wywołuje przygnębienie. Może dla tych, którzy stykają się z problemem po raz pierwszy, będzie ona odkryciem. Ale przecież temat mieszkaniowej nędzy w ojczyźnie światowej demokracji został już po wielokroć pokazany i opisany. W niezliczonych reportażach, filmach i analizach politycznych. Od książek Barbary Ehrenreich po serial „Treme” rozgrywający się w Nowym Orleanie tuż po kataklizmie Katrina.
Smutek wywołuje już nawet sama okładka książki Desmonda – na czerwonym pasku umieszczono napis „jedna z najważniejszych książek według Baracka Obamy i Billa Gatesa”. Na skrzydełku rzeczony Gates dzieli się opinią, że książka ta pozwoliła mu „lepiej zrozumieć, co to znaczy być biednym w naszym kraju”. Pisarka Zadie Smith deklaruje z kolei, że gdyby mogła zmusić obecnego prezydenta do przeczytania jednej książki, to byliby to właśnie „Eksmitowani”. I co z tego wszystkiego wynika? No właśnie problem w tym, że nic. Bill Gates nadal jest miliarderem, Barack Obama byłym prezydentem USA, a Donald Trump obecnym. Łączy ich wszystkich to, że mają domy. Białe Domy, letnie i zimowe, miejskie i wiejskie rezydencje. A eksmitowanych nie ubywa. Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak, jak jest.
W zasadzie ta książka to nic innego, jak kolejny dowód, że współczesny kapitalizm (zwany czasem późnym kapitalizmem) zatoczył koło. Nabrał wielu cech, które przejawiał w czasie rewolucji przemysłowej w drugiej połowie XIX wieku. Niepewność zatrudnienia i złe warunki mieszkaniowe oraz związane z tym pętle kredytowe były ceną, jaką ludzkość płaciła za bezprecedensowy postęp technologiczny i niesamowity dobrobyt nielicznych. Już wtedy budziło to moralne opory. Ich wyrazem były wielkie trendy w kulturze i sztuce – od Dickensa po Steinbecka. Książki takie, jak „Eksmitowani” to nawiązanie do tej właśnie tradycji. Ale wszyscy dobrze wiemy, że to nie naturalistyczne powieści i reportaże doprowadziły do względnej zmiany i chwilowej poprawy położenia klasy robotniczej w XX wieku. Co najwyżej przygotowały one grunt. Zmiana musiała być jednak polityczna. Towarzyszyły jej wielkie wojny, przemoc i napięcia. Wygląda jednak na to, że ludzkość niewiele się z tego nauczyła.