Film wypełniają proste anegdoty, sceny jak z komedii omyłek, absurdalny humor, ale Romain Duris (Xavier) potrafi zamienić to wszystko w refleksję o dojrzewaniu mężczyzny.

Emocje bohaterów są co najmniej trzy razy bardziej skomplikowane niż w pierwszym „Smaku życia”. Wtedy byli studentami gotowymi na wszystko. I z takimi charakterami idealnie pasowali do miejsca akcji – kolorowej, nieprzewidywalnej Barcelony. Zakochiwali się w sobie, chodzili na imprezy i spodziewali się, że najważniejsze decyzje i największe zmiany dopiero przed nimi. I rzeczywiście nastąpiły w części drugiej trylogii, w której główny bohater – Xavier – próbuje wybrać odpowiednią kobietę na całe życie. A część trzecia to przeżywanie konsekwencji: nieudanego małżeństwa, intensywnej przyjaźni z byłą dziewczyną, oszustwa matrymonialnego dla amerykańskiego paszportu, wyboru mało stabilnego zawodu (pisarza), w końcu decyzji o zostaniu ojcem dziecka pary lesbijek.

Chińska układanka polega tu na próbie odnalezienia się w różnych, często wykluczających się rolach. „Wydawało mi się, że moje życie jest skomplikowane. Dopiero teraz dostrzegam, jakie było proste”, mówi Xavier jako nielegalny imigrant w Nowym Jorku. Film wypełniają proste anegdoty, sceny jak z komedii omyłek, absurdalny humor, ale Romain Duris (Xavier) potrafi zamienić to wszystko w refleksję o dojrzewaniu mężczyzny. Tytuł „Smak życia” ma teraz zupełnie inne znaczenie niż przy części pierwszej.