Zrealizowany w westernowej konwencji – z obowiązkowym finałowym pojedynkiem Dobrego i Złego – „Snajper” to film arcyamerykański

W Stanach Zjednoczonych najnowszy film Clinta Eastwooda stał się tematem gorącego politycznego sporu, ale sam reżyser od kontrowersji się dystansuje. Dla niego „Snajper” to okazja do opowiedzenia, jak wojna wpływa na życie jednostki. I to konkretnego żołnierza – podstawą scenariusza były bowiem wspomnienia Chrisa Kyle’a, najskuteczniejszego snajpera w historii Navy SEALs.

Książka stała się bestsellerem, a Kyle zdobył międzynarodową sławę. Promując autobiografię odwiedził nawet Polskę. Już w czasie przygotowań do realizacji filmu zginął z ręki niezrównoważonego weterana wojennego. Tragiczny epilog dopisał do życiorysu Kyle’a nowe znaczenia, być może wielu entuzjastom kazał jeszcze raz przemyśleć jego filozofię. Snajper – jak sam pisał – miał do końca czyste sumienie: „Nie poświęcam wiele czasu na filozofowanie o zabijaniu (…) Kiedy Bóg postawi mi przed oczami popełnione przeze mnie grzechy, nie sądzę, by znalazło się wśród nich zabicie choćby jednego człowieka w czasie wojny. Każdy, którego zastrzeliłem, był zły. Wszyscy oni zasłużyli na śmierć”. Lektura jego wspomnień bywa fascynująca, ale jeszcze częściej przeraża.