W KINACH | Jeżeli film pod tytułem „Hel” zaczyna się czytaną z offu sentencją: „Morze to morze, a stary człowiek to stary człowiek”, możemy się spodziewać wszystkiego, co najgorsze. Obietnice spełniają się z nawiązką. „Hel” Katarzyny Priwieziencew i Pawła Tarasiewicza jest propozycją do tego stopnia nieporadną, że aż wzruszającą. Debiutujący twórcy mierzyli wysoko – jak podejrzewam, ich film miał być mariażem horroru, thrillera i moralitetu. Nie zaplanowali jedynie komedii, tymczasem wyszło zabawnie.
Hel w filmie Tarasiewicza i Priwieziencew jest od pierwszej sceny tautologicznie demoniczny. Te szmery, pohukiwania, grafitowa tafla wody. Jesteśmy na Helu, ale tutejsza ludność nie trudni się raczej rybołówstwem. Na Helu się marzy, marznie, ewentualnie sączy alko, daje w żyłę, uprawia demoniczny seks i zabija. Trudno również liczyć na spotkanie z Kasiami, Basiami czy Wojtkami. To byłby przecież banał. Bohaterowie „Helu” to Kail, Mila i Esma. Ojoj!
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.