Autopromocja

„Kto nas odwiedzi” to rzecz pozbawiona polotu i świeżości

15 lipca 2016

OCH-TEATR | Szkoda tak wybitnych aktorów jak Jadwiga Jankowska-Cieślak i Jan Peszek na farsę klasy „Kto nas odwiedzi”. To rzecz pozbawiona polotu i świeżości

To drugie spotkanie warszawskiej publiczności z duetem Jadwiga Jankowska-Cieślak – Jan Peszek. Poprzednie opisywałem kilka lat temu z niemałą satysfakcją. Zdarzyło się w Teatrze Ateneum, w sztuce Deirdre Kinahan pod tytułem „Błogie dni” w inscenizacji Wojciecha Urbańskiego. Dramat jak dramat, ale oboje aktorzy grali na najsubtelniejszych tonach. I malowali starość swych bohaterów bez cienia czułostkowości. Przypominałem sobie tamten spektakl, oglądając kolejny występ świetnej pary, tym razem w warszawskim Och-Teatrze. Nie mogłem wyjść ze zdumienia, bowiem najbardziej rozczarowani „Kto nas odwiedzi” mogą być właśnie ci, których zachwycił sceniczny szept Jankowskiej-Cieślak i Peszka w Ateneum.

Rozumiem oczywiście zamysł Krystyny Jandy jako szefowej Och-Teatru. Skoro świetni artyści tak bardzo polubili wzajemne partnerowanie, warto dać ponownie ku niemu okazję. I to nie w przedstawieniu powielającym patenty z „Błogich dni”, ale w inscenizacji biegunowo innej, operującej najbardziej odległą konwencją, wymagającej innego aktorskiego skupienia i środków. Pamiętam wielki sukces wyreżyserowanych przez Jandę na tej samej scenie „Upadłych aniołów” Cowarda. Swe komediowe twarze i temperamenty pokazały tam Maja Ostaszewska i Magdalena Cielecka, doskonale się przy tym nowymi wizerunkami bawiąc. Przyjemność szybko udzielała się widzom, zatem nie ma niczego złego w obsadzaniu aktorów stricte dramatycznych całkiem wbrew utrwalonemu emploi. Przeciwnie, daje to szansę na odświeżenie warsztatu, dodatkowe zaciekawienie przyzwyczajonej do swych ulubionych wykonawców widowni. Rzecz jednak zawsze w jakości materiału. „Upadłe anioły” były zaledwie zakurzoną ramotką, a jednak zachowały wdzięk i styl. Tymczasem „Kto nas odwiedzi” to farsa mało wymyślna i nie bardzo skomplikowana. Ogrywająca ledwie kilka chwytów i klisz, zatem irytująco przewidywalna. Igor Sawin dał teatrowi materiał, który można było potraktować zaledwie jako punkt wyjścia do dalszej obróbki. Niestety, po spektaklu w Och-Teatrze zdaje się, że reżyser Cezary Tomaszewski sztuce nie pomógł. Przeciwnie, uwypuklił wszystko, co w niej najgrubszymi nićmi szyte.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.