Historia o przyjaźni, małżeńskim kryzysie, samotności singli, życiu w rodzinie, zmęczeniu macierzyństwem i marzeniach o byciu matką. Czyli serial dla każdego. Nie było dotąd w telewizji niczego podobnego do „Bliskości”.
Po obejrzeniu zapowiedzi albo kilku pierwszych odcinków można skojarzyć tę produkcję z kultowymi niegdyś „Przyjaciółmi” albo zauważyć humor znany z innych scenariuszy twórców „Bliskości”, braci Marka i Jaya Duplassów. Ale to tylko powierzchowne wrażenia. Ten serial daje znacznie więcej: dokładne portrety psychologiczne czwórki głównych bohaterów, bliskie spojrzenie na ich relacje, pełne empatii pokazanie całego uroku, ale też zwyczajności zbliżania się do czterdziestki. Nie słychać tu śmiechu z puszki i żadne emocje, również te złe, nie wydają się przesadzone. Wszystko brzmi tu prawdziwie i nietrudno znaleźć postać, która przypomina nas. Choć zarys akcji brzmi jak oderwany od realiów, w których żyje większość.