W najśmielszych snach nie mogłem przewidzieć, że życie tak mną pokieruje. Ale jedyny wniosek, jaki z tego wyciągnąłem, to że utalentowani ludzie, którzy mają coś wartościowego do pokazania, okazują się zupełnie normalni – mówi wybitny fotograf Ryszard Horowitz
W swojej autobiografii wielokrotnie wspomina pan, jak wielką rolę w pańskim życiu odegrała muzyka. Nawet własną profesję definiuje pan przez analogię do terminologii muzycznej. Nazywa pan siebie fotokompozytorem…
Fotografia wieloelementowa jest bardzo zbliżona do pracy kompozytora, który niezależne od siebie dźwięki składa w harmonijną całość. Ja składam zdjęcia, skrawki jakiejś rzeczywistości czy jakiegoś wydarzenia w całość, która reprezentuje mój własny świat. Nie jestem fotoreporterem ani portrecistą, nigdy nie chciałem się ograniczać do jednej formuły. Taki jest po prostu mój sposób pracy. Od czasu zaistnienia komputera jako narzędzia pracy jest może mniej unikalny. Przez całe lata miałem wielu krytyków, i to często wśród kolegów po fachu, choć nigdy nie kryłem się ze swoim warsztatem. W książce zresztą dużo na ten temat piszę.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.