Autopromocja

Pod maską ironii. 50-lecie Jana Englerta

Jan Englert, fot. by Archiwum Kancelarii Prezydenta RP (www.prezydent.pl) [GFDL 1.2 (http://www.gnu.org/licenses/old-licenses/fdl-1.2.html)], via Wikimedia Commons
Jan Englert, fot. by Archiwum Kancelarii Prezydenta RP (www.prezydent.pl) [GFDL 1.2 (http://www.gnu.org/licenses/old-licenses/fdl-1.2.html)], via Wikimedia CommonsWikimedia Commons
24 grudnia 2014

Gdyby chciał, zrobiłby wokół tego wrzawę. Najwyraźniej nie chce, nie lubi, nie potrzebuje. Jan Englert obchodzi 50-lecie pracy scenicznej. Właśnie wyreżyserował „Fredraszki” w warszawskim Teatrze Narodowym

Nie można ulegać pokusie, by przy takiej, zdawałoby się idealnej, okazji pisać o wszystkim. Nie da się, nie ma takiej możliwości. Jan Englert ma przecież wiele twarzy. Można próbować pisać o kinie, o dziesiątkach ról filmowych – od „Kanału” Andrzeja Wajdy, w którym znalazł się jako nastoletni chłopak, złowiony przez Janusza Morgensterna w szkole, aż do „Bogów” Łukasza Palkowskiego, gdzie wciela się w starego profesora, zimnokrwistego konserwatystę i skutecznie ucieka przed zaszufladkowaniem go jako wstecznika, pozwala zrozumieć jego etyczne oraz zawodowe racje i go polubić. Można byłoby również pisać o teatrach Erwina Axera, Kazimierza Dejmka, Jerzego Grzegorzewskiego. Czasem oczekiwanie, a kiedy indziej zupełnie niespodziewanie, znalazł w nich swoje miejsce, potwierdzając, że w tym niewdzięcznym zawodzie nigdy nie jest za późno na kolejne otwarcia głowy i wrażliwości. Można też skupić się na reżyserii Englerta i zastanowić się nad systematycznym, by tak rzec, piekielnie skutecznym rozwojem tego inscenizatora. Kiedyś reżyserował sporadycznie, od wielu już lat robi to regularnie, sięgając po teksty trudne, ale jedynie takie, które sprawiają mu w pracy przyjemność. Może się pod nimi podpisywać – i pod przesłaniem, i pod literami. Nie szuka odkryć na siłę. Nie da się jednak ukryć, że to Englertowi zawdzięczamy współczesne – najpierw obok tego sygnowanego nazwiskiem Andrzeja Łapickiego, a potem już po nim – czytanie Fredry, nie da się zlekceważyć jego spojrzenia na Witkacego czy Moliera. Wreszcie swoisty komentarz Englerta o sztuce i teatrze, czyli „Księżniczka na opak wywrócona” Calderona i Rymkiewicza. Nie wiem, czy błyskotliwe to przedstawienie znajduje się jeszcze w repertuarze Narodowego, ale mam pewność, że mało kto poza Englertem umiałby skroić z tego fenomenalnie spolszczonego dzieła rzecz tak aktualną, bolesną i zabawną jednocześnie. No i niejako przy okazji powiedzieć tyle o teatrze, jego pięknie i bladze.

Można też pisać, że jest Jan Englert jednym z najwybitniejszych, jakich mamy, specjalistów od Teatru Telewizji, wierząc, że nie zakończył w nim swej działalności, że ten bardzo polski fenomen przestanie dusić się w agonii, a po prostu przetrwa. Ma swym dorobku Englert znakomitego „Juliusza Cezara” Szekspira, wygrywał nim sopocki Festiwal Dwa Teatry, ma „Irydiona” Krasińskiego, ma zatopionego w bujnej przyrodzie „Iwanowa” Czechowa i wiele sztuk współczesnych. Przekonał, że „Kordian” i „Dziady” nie muszą być dziełami hermetycznymi, opierającymi się telewizyjnemu medium. Mogą za to być opowieściami zajmującymi i zrozumiałymi, dzięki temu trafić pod strzechy. Odkrył w nich Michała Żebrowskiego, tak jak przed laty pokazał szerokiej publiczności Jana Frycza. Nie wolno także zapominać, że Englert ma jako realizator telewizyjny zasługi, żartobliwie mówiąc, archiwizacyjne. Przeniósł do telewizji „Kontrakt” i „Portret” Kazimierza Dejmka, już po śmierci Jerzego Jarockiego przeniósł na ekran jego wspaniałą „Miłość na Krymie” Mrożka. Przygotował też całkiem ostatnio telewizyjną wersję „Przygody” Sándora Máraiego, z powodzeniem granej przez niego w warszawskiej Polonii. Warto to było zobaczyć dla spojrzenia Englerta, w którym jego bohater schował wszystkie emocje. Dla spokojnego tonu głosu, choć da się wyczuć w nim wrzenie.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.