Francuski reżyser cofa się w czasie do początków XX wieku, ale ta podróż okazuje się męcząca, uciążliwa i odbyta w nieciekawym towarzystwie. Schematyczność postaci i banalność intrygi uderza tym bardziej, że zostaje skontrastowana z wizualnym przepychem i scenograficzną dbałością o realia epoki.
Patrice Leconte niby przenosi na ekran powieść Stefana Zweiga, ale w rzeczywistości sprawia wrażenie, jakby zaczytywał się w Helenie Mniszkównie. Francuski reżyser cofa się w czasie do początków XX wieku, ale ta podróż okazuje się męcząca, uciążliwa i odbyta w nieciekawym towarzystwie. Schematyczność postaci i banalność intrygi uderza tym bardziej, że zostaje skontrastowana z wizualnym przepychem i scenograficzną dbałością o realia epoki. W związku z tym „Na zawsze twoja” przypomina wystawny bal, który momentalnie zamienia się w rewię komunałów, towarzyskich gierek i czczej paplaniny. Bezbarwny film Leconte’a traci tym bardziej, gdy porówna się go z – również inspirowanym twórczością Zweiga – ostatnim dziełem Wesa Andersona. Na tle kipiącego od emocji, urzekającego humorem i utrzymanego w zawrotnym tempie „Grand Budapest Hotel” „Na zawsze twoja” prezentuje się jak niegodna uwagi rudera.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.