Ciągnie mnie do postaci wewnętrznie skonfliktowanych, które się z czymś zmagają – mówi Clive Owen, który zagrał główną rolę w dramacie kryminalnym „Więzy krwi”
„Więzy krwi” reżyserował Guillaume Canet. To był jego anglojęzyczny debiut, pierwsza okazja, by pracować z całkowicie zagraniczną, gwiazdorską ekipą. Czy atmosfera na planie była inna niż zwykle?
Odrobinę. Guillaume, spora część ekipy, a także pion operatorski to Francuzi i na planie czuło się ten charakterystyczny klimat. Ale to nie była różnica jakościowa, nie było lepiej czy gorzej. Guillaume doskonale komunikuje się z ekipą, potrafi klarownie przekazać swoje oczekiwania i wrażenia. Dla mnie było ważne, że kręciliśmy w Nowym Jorku. „Więzy krwi” są remakiem francuskiego thrillera „Les liens du sang” Jacquesa Maillota (2008). Obejrzałem oryginał i bardzo mi się podobał. Ale mam wrażenie, że w momencie, gdy zapadła decyzja o przeniesieniu planu do Nowego Jorku, narodziło się coś nowego, odrębna jakość. Otoczenie ma zdolność wspierania człowieka w jego poczynaniach i Nowy Jork dał nam swoją energię. Ekipie udało się wyszukać w mieście miejsca, które wciąż mają klimat lat 70., w których rozgrywa się akcja filmu. Poznawanie ich było niesamowitą frajdą! Poza tym trudno byłoby odtworzyć ten klimat na sztucznym planie gdzie indziej.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.