Mam poważne obawy, że projekcja „Gangu wiewióra” zachęci najmłodszych widzów do tego, by w imię ratowania świata biegać do parku i dokarmiać mieszkające tam zwierzęta solonymi orzeszkami, naładowanymi konserwantami chipsami i innym świństwem.
Powód? Twórcy animacji wmawiają milusińskim, że mieszkańcy miejskich parków letnie i zimowe miesiące spędzają na tym, aby nagromadzić zapas pożywienia na chude zimowe dni. A gdy już spadnie śnieg, i tak przymierają głodem. Coś tu się nie zgadza, skoro i w Polsce, i w krajach zachodnich w regulaminach obecności na terenie zielonych skwerów czytamy, że obowiązuje w nich zakaz dokarmiania zwierząt, którym „nasze” pokarmy szkodzą, a mają przecież paśniki suto zastawione. Drodzy rodzice, wytłumaczcie swoim pociechom, żeby tej kwestii nie brały zbyt serio. Lepiej niech skupią się na płynącej z filmu pięknej nauce o tym, kim jest prawdziwy bohater i na czym polega sztuka pozostawania w cieniu. Wtedy rodzinny seans zakończy się szczęśliwie i dla was, i dla parkowych zwierząt.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.