„47 roninów” to krzywda wyrządzona samurajskiemu kinu – sugeruję raczej powtórkę z filmów Akiry Kurosawy i Masakiego Kobayashiego.
Każdy miłośnik japońskiej kultury zna choćby pobieżnie historię 47 roninów, którzy – sprzeciwiając się woli szoguna – pomścili śmierć swojego pana Asano, zabijając uzurpatora Kari. Tragiczna historia dzielnych wojowników stała się podstawą licznych filmów, seriali, książek, spektakli, a nawet baletu i opery. Najsłynniejsza przypowieść o honorze samurajów do dziś potrafi zrobić wrażenie. No, chyba że zabierają się za nią hollywoodzcy producenci, którzy postanawiają ją po swojemu ulepszyć. I w efekcie zmienić „47 roninów” w ciężkostrawnego gniota. Wszystko, co scenarzyści dołożyli od siebie (pierwowzór traktując przy tym z wyjątkową nonszalancją), jest wyjątkowo pokraczne.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.