"Braterstwo" wnika w głąb środowiska duńskich neofaszystów, ale nie jest wyłącznie filmem o polityce.
Recenzując „Braterstwo” Nicola Donato, nietrudno o analogie z niefortunną wypowiedzą Larsa von Triera na temat Hitlera ogłoszoną na tegorocznym festiwalu w Cannes. Twórca „Melancholii” swoim zwyczajem chciał sprowokować skandal, tymczasem jego młody krajan Nicolo Donato udowadnia, że w Danii skandal ma bardzo realne oblicze. W tym kontekście canneńskie współczucie von Triera dla Hitlera przestaje być zabawne, a staje się groźne.
Duńscy neonaziści, zgrupowani wokół partii DNSB, funkcjonują na razie w cieniu głównych organizacji politycznych, ale „Braterstwo” pokazuje sprawnie działającą machinę, której członkami są inteligentni przywódcy i zdeterminowani podwładni. Nie chodzi o chuligańskie ekscesy i ksenofobiczne wybryki, lecz o długofalowe wypracowywanie mechanizmów i odpowiednich struktur, dzięki którym tylnymi drzwiami będzie można się dostać do polityki, a być może – w dalszej perspektywie – do współrządzenia krajem na własnych, rasistowskich prawach.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.