Audrey Hepburn symbolem wyrafinowania stała się nie tylko za sprawą małej czarnej, którą nosiła z gracją w „Śniadaniu u Tiffany’ego”. Stąpała twardo po ziemi i nie poświęcała się pielęgnowaniu otaczającego ją mitu; aktorstwo traktowała przede wszystkim nie jako powołanie, ale zwyczajną, dochodową pracę. I gdy miała już dość, po prostu grywała rzadziej, aż wreszcie opuściła plan na dobre i poświęciła się działalności charytatywnej.
Życie wiodła burzliwe, dlatego też celniej niż słowa niezliczonych biografii esencję tego, kim była Audrey Hepburn, wyrazić mogą fotografie zgromadzone w dwóch albumach, które zostały wydane w ostatnich tygodniach.
Kup książkę "Audrey. 100 odsłon"
„Audrey. 100 odsłon”(wyd. Bukowy Las) to kolekcja zdjęć wyselekcjonowanych przez partnera Hepburn, holenderskiego aktora Roba Waltersa oraz jej dwóch synów. Zdjęć głównie prywatnych, tych spoza planu, opisujących nie tyle Audrey gwiazdę filmową, ile Audrey matkę, kochankę, przyjaciółkę. Przy pierwszym przekartkowaniu albumu może się wydawać, że fotografie pozbawione są jakiegokolwiek odautorskiego komentarza, a obrazom pozwolono mówić samym za siebie; na końcu albumu znajdują się jednak interesujące przypisy do każdego ze zdjęć, co sprawia, że publikację można czytać dwojako: po prostu chłonąć strona po stronie lub zgłębić kontekst powstania każdej fotografii z osobna. Ten subtelny, kameralny wizerunek Hepburn wyłaniający się z rzeczonego albumu warto skonfrontować z tym w stylu glamour – „Audrey. Osobisty album Audrey Hepburn”(wyd. Buchmann) koncentruje się bowiem, niejako wbrew tytułowi, na zawodowej stronie życia aktorki, choć nie brak też oczywiście zdjęć zrobionych z dala od reflektorów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.