Są na razie jedynymi Europejczykami, którzy dotarli aż na granicę rosyjsko-mongolską do Baira Rinczinowa, uważanego za największego buriackiego szamana. Pojechali tam niezależnie od siebie, w różnym czasie, z różnych powodów.

Ona – Monika Mariotti – aktorka, podróżniczka. On – Arun Mielcarz – podróżnik, pisarz.

Ona ruszyła w podróż, bo miała „do załatwienia” swoje osobiste sprawy. Zdarzenia z przeszłości spowodowały, że to właśnie tam chciała szukać odpowiedzi na dręczące pytania o tożsamość i przynależność.

Reklama

On wsiadł do pociągu, bo słyszał o szamanie, który pomaga ludziom w sprawach zupełnie beznadziejnych. Jeśli ma się żyłkę podróżnika, to podejmuje się taki temat i jedzie się to sprawdzić.

ONA

Reklama

Historia Moniki Mariotti jest bardzo osobista, wręcz intymna. Kompilacja dwóch narodowości – polskiej i włoskiej – oraz duszy artystki i wiecznej nomadki gnała ją od dawna w poszukiwaniu swojego miejsca. Kiedy w 2014 roku wyśpiewała historię Niny Simone, opowiedziała ją też przez swoje doświadczenia kobiety „znikąd”, poszukującej tożsamości wpierw we Włoszech, a potem w Polsce. W wywiadzie w 2017 roku mówiła mi „Tego rozdwojenia długo nie akceptowałam. Aż wreszcie zrozumiałam, że niektórzy dostają więcej z którejś kultury, a ja naprawdę jestem „pół na pół”. W tym spektaklu słyszymy na temat tożsamości jeszcze więcej. Pojawiają się nowe tajemnice, wyrwy w rodzinnej historii, których tu nie zdradzę, ale które kazały jeszcze bardziej szukać własnego miejsca. Dlaczego w tym celu trzeba jechać aż do Buriacji? Nie wiem. Z pewnością nie jest to „zdziwianie” (bardzo pasuje mi tu określenie, którego używa Natalia de Barbaro w „Czułej przewodniczce), ale wewnętrzna potrzeba, którą należy uszanować, by pozwolić domknąć przeszłość i otworzyć nowy rozdział.

O ile Arun Milcarz ze swoją opowieścią nieustannie rwie do przodu, to opowieść Mariotti jest jak sinusoida: dynamizm i wyciszenie. Żywiołowość ustępuje nostalgii, by po chwili, ponownie dać upust emocjom, zwłaszcza podczas najpiękniejszych momentów spektaklu, gdy aktorka gardłowym śpiewem (a tak swoją drogą, to ja poproszę o koncert!) oraz ekstatycznym tańcem uruchamia emocje widzów. Niemal zwyczajowo już, twórcą muzyki do spektaklu Mariotti jest Michał Lamża. To dobrze, bo to jakość najwyższa od lat.

ON

Dynamiczna relacja Milcarza, opowiadana z wykorzystaniem dosadnego języka, anegdot i żartów, sytuuje jego kwestie bliżej stand-upu. Arun Milcarz nie jest aktorem i nie zamierza go udawać, ale - doceniając ogrom pracy, jaki z tego powodu musiał włożyć - trzeba zauważyć, że zanim widz wejdzie w konwencję, zaakceptuje ten żywioł i usterki dykcyjne, trzeba trochę czasu. Jego relacja jest zdecydowanie reportażowa, nieangażująca emocjonalnie narratora, który jest bardziej obserwatorem wydarzeń, nawet jeśli w nich uczestniczy. A uczestniczył w zaskakująco wielu wydarzeniach. Nim otrzymał pozwolenie na filmowanie obrzędu z udziałem szamana, pracował na roli, pomagał rodzinie i ... cierpliwie czekał na właściwy moment.

Rytuał, performance, teatr, życie

Relacja Mariotti przybliża widza w okolice CZEGOŚ nienazwanego, umieszczonego poza rozumem, wyzwalającego emocje, od którego krok tylko do szukania relacji między rytuałem, performancem, teatrem (choć pewnie nie szamanizmem, o czym ciekawie pisze prof. Włodzimierz Szturc, znawca tematu: „Nie należy w ogóle mieszać rytuału z szamanizmem, bo to zupełnie inna forma kontaktu z przyszłością – poprzez ekstrapolację własnej energii szamana (lekarza, kowala) [ Próby. Próby. Nieregularnik Filologiczny nr 4/2016] – oraz Mircea Eliade w sztandarowym dziele „Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy”, który szamanizm syberyjski traktował jako szczególnie oryginalny).

Szaman czyli kto?

Taka dualistyczna narracja to istota tego przedstawienia. Ale jest oczywiście wspólny mianownik czyli ON – szaman. I jeszcze jego postrzeganie. Bair w relacjach obojga narratorów jest kimś wyjątkowym, ale jednocześnie „zwykłym człowiekiem”, a nie odrealnionym magiem. Na co dzień zajmuje się rolnictwem, ma rodzinę, przeżywa żałobę po stracie syna, któremu nie był w stanie pomóc. I tylko od czasu do czasu, staje się kimś w rodzaju lekarza, psychologa, mającego wgląd w dziedziny nie do końca potwierdzone naukowo. Dodaje otuchy, bo odczuwa wsparcie duchowych sił, których my „szkiełkiem i okiem” nie widzimy. A skoro już Mickiewiczowskie „szkiełko i oko”, to w ogóle w tej opowieści jest jakaś romantyczna nuta. Jest i podróż - jako metafora wnikania w głąb siebie; i w dodatku podróż na Wschód, co musi wiązać się z tajemnicą, koniecznością wyjścia z utartych szlaków, niezwykłością, zaskoczeniem. Jak u Hermana Hessego, który pisał: "Pochód wiernych i ufnych dążył na Wschód, do Ojczyzny Światła, nieprzerwanie i od wieków, był on w drodze od całych stuleci, zmierzając do świetlistej krainy cudu, do Ojczyzny. […] Naszym celem był nie tylko Wschód, czy raczej: nasz Wschód był przecież nie tylko jakimś krajem czy pojęciem geograficznym, lecz również ojczyzną i młodością duszy, znajdował się wszędzie i nigdzie". ("Podróż na Wschód")

Trudno określić gatunkowo spektakl wyreżyserowany przez Monikę Mariotti. Spektakl reporterski - reportaż sceniczny? Stand-up? Performance z prezentacją wideo i muzyką? A może wszystkiego po trochu i w ogóle nie ma potrzeby, by na siłę go szufladkować, jak to zwykle chce czynić człowiek Zachodu. Widz daje się uwieść śpiewem i tańcem Moniki Mariotti, porwać rytmowi bębna, zasłuchać w opowieści obojga artystów i przyjąć, że rytuały szamańskie przeplatają się z życiem a odnalezienie korzeni, pozwala ruszyć do przodu.

Szaman, Teatr WARSawy w Warszawie

Reżyseria: Monika Mariotti, scenariusz: Monika Mariotti, Arun Milcarz

Scenografia: Maria Bartosiak, Kostiumy: Monika Skomra

Muzyka: Michał Lamża

Wsparcie reżyserskie: Adam Sajnuk

Reżyseria światła: Artur Wytrykus

Obsada: Monika Mariotti, Arun Milcarz

Spektakl można obejrzeć także poza Warszawą w ramach programu Teatr Polska. W październiku br jeszcze w Czechowicach-Dziedzicach, Rydułtowach, Brzeźnicy k. Skawiny i w Grudziądzu.