Słowo „designerski” coraz częściej kojarzy się z przedmiotami, które są efektowne i drogie. O tym, że „dobrze zaprojektowany” oznacza przede wszystkim funkcjonalny oraz przystępny cenowo, przekonuje Kuchnia Zero – projekt Barbary Stelmachowskiej, tegorocznej absolwentki Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Dyplom zrobiła na dwóch kierunkach: architektura wnętrz oraz projektowanie mebla. Kuchnia Zero stanowi wypadkową zainteresowań Stelmachowskiej z obydwu dziedzin: jest mobilnym meblem do stosowania zarówno plenerowo, jak i we wnętrzu. Ze specjalistycznego punktu widzenia wpisuje się w dwa popularne dziś na świecie nurty w projektowaniu: tak zwany food design (tworzenie przedmiotów wokół kultury jedzenia) oraz design zrównoważony, wykorzystujący naturalne materiały i kładący nacisk na to, by forma wynikała z funkcji. Z projektantką rozmawiamy o tym, jak przebiegała praca nad Kuchnią Zero oraz jak sprawuje się ona w akcji.

Twoja mobilna kuchnia jest związana z mało rozpoznaną u nas dziedziną food designu. Skąd u ciebie zainteresowanie tym obszarem projektowania?

Zainteresowanie to wynika z poszukiwań nurtów projektowania, które nie koncentrują się wyłącznie na tworzeniu ładnych, estetycznie przyjemnych przedmiotów. Powstający współcześnie design w zdecydowanej większości nie jest odpowiedzią na realnie istniejące problemy, a raczej te problemy sztucznie kreuje. Na pewnym etapie zajmowania się projektowaniem zadałam sobie pytanie o faktyczną użyteczność tej pracy i wyznaczyłam kategorie, w których obszarze chciałabym się poruszać. Zauważyłam, że wiele prac związanych z food designem spełnia istotne dla mnie założenia, takie jak stymulowanie więzi społecznych czy poprawa jakości przestrzeni publicznej miast.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Jak wyglądała praca nad samym projektem? Czy miałaś jakieś inspiracje?

Prace nad projektem zaczęłam od samodzielnej analizy problemu, która została później zweryfikowana przez opinie osób zajmujących się na co dzień imprezami plenerowymi związanymi z jedzeniem. W ten sposób powstały założenia, które miał spełniać mebel. Po pierwsze, możliwość złożenia i niska waga, które miały ułatwiać transport i przechowywanie. Po drugie, kuchnia musiała być modułowa, tak by możliwe było dopasowanie jej do potrzeb różnych użytkowników. Po trzecie, ze względu na niekomercyjne przeznaczenie istotny był niski koszt produkcji. Kilka pierwszych prototypów zrobiłam w całości własnoręcznie. Ostatni, który w tej chwili pokazuję na wystawach, powstał z pomocą stolarza i ślusarza. Cieszę się, że przy tym projekcie mogłam samodzielnie pracować w materiale docelowym w skali 1:1. Zwykle oznacza to wydłużenie czasu projektowania (w stosunku do sytuacji, gdy wykonanie mebla zlecam firmie), ale jest to etap, który zawsze sprawia mi dużą przyjemność i wiele uczy.

Kuchnia Zero znalazła się w plebiscycie Make Me! na festiwalu Łódź Design. To zwykle otwiera wiele dróg rozwoju. Czy odczuwasz już skutki tego wyróżnienia i czy pracujesz nad czymś nowym, by nie stać się projektantką jednego obiektu?

Znalezienie się w finale Make Me! było dla mnie przyjemnym wyróżnieniem, a co najważniejsze potwierdzeniem, że sposób, w jaki myślę o projektowaniu, faktycznie ma sens. Od września kuchnia jest w trasie, jeździ po wystawach, co z pewnością ma związek z łódzkim festiwalem. W tej chwili zamykam kilka starych projektów, które nie mogły doczekać się realizacji, myślę też o nowych związanych z food designem.

Czy kuchnia przeszła już chrzest bojowy i sprawdziła się podczas jakiejś imprezy plenerowej?

Tak jak wspomniałam wcześniej, od kilku miesięcy kuchnia wędruje po Polsce. W związku z tym niestety nie zdążyłam wypróbować jej na żadnej większej imprezie. Miałam okazję gotować przy niej podczas obrony mojego dyplomu na Uniwersytecie Artystycznym oraz chwilę później dla przyjaciół. Do końca listopada kuchnia wystawiana jest w Urzędzie Marszałkowskim w Poznaniu, jeśli po tej wystawie pogoda dopisze – na pewno skorzystam. Jeśli nie, to na wiosnę ruszamy w plener.