Autopromocja

"Koneser" - recenzja

Geoffrey Rush Koneser
Geoffrey Rush KoneserMedia / stefano schirato
2 sierpnia 2013

W "Koneserze", swoim anglojęzycznym debiucie, Giuseppe Tornatore zachowuje autorski styl i osobisty ton.

Twórca „1900: człowieka legendy” po raz kolejny opowiada o próbie nadania życiu głębszego sensu i traktuje miłość jako środek do przełamania marazmu. Choć „Koneser” chwilami bywa odrobinę nabzdyczony i wydumany, i tak pozostaje najlepszym filmem reżysera od czasu słynnej „maleny”.

Nowy film nie tylko kontynuuje wątki zawarte w dotychczasowej twórczości Tornatore. „Koneser” wydaje się także dowodem orientacji reżysera w trendach współczesnego kina. Film twórcy „Cinema Paradiso” wzbudza intensywne skojarzenia ze „Skutkami miłości”, wczesnym arcydziełem Paolo Sorrentino. Choć Tornatore musi uznać wyższość młodszego kolegi, pójście w jego ślady okazało się mądrą decyzją. Wzorem Sorrentino twórca „Nieznajomej” próbuje wpisać nietypową love story w konwencję kina gatunkowego. Bardziej niż zabawa poetyką thrillera dla obu reżyserów liczy się jednak przedstawienie na ekranie psychologicznego napięcia między postaciami. Zarówno Tornatore, jak i wcześniej Sorrentino tworzą na ekranie portrety ludzi pozornie zadowolonych, lecz w istocie pogodzonych z porażką. Następujące znienacka miłosne spotkanie w obu przypadkach bynajmniej nie stanowi zwieńczenia fabularnej intrygi. Nieprzygotowani na uczucie bohaterowie niechętnie zmieniają priorytety i podejmują nowe wyzwania z mieszanką strachu i niepewności.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png