Kiedy kręcę film, staram się nie myśleć o konsekwencjach i nie słuchać podszeptów zdrowego rozsądku – mówi Costa-Gavras, reżyser „Żądzy bankiera”.
Marc, bohater „Żądzy bankiera”, wydaje się złożony z intrygujących sprzeczności. Choć spełnił swoje odwieczne marzenie i sięgnął po wielką władzę, nie potrafi czerpać z niej przyjemności.
Costa-Gavras: Marc doskonale wie, że władza daje mu absolutnie wszystko. Nie tylko prestiż, ale także pieniądze i seks. Mój bohater nie wyobraża sobie, że mógłby nagle utracić któryś z tych przywilejów, więc robi wszystko, by utrzymać się na powierzchni.Wpewnym sensie stał się po prostu uzależniony. Jednocześnie jednak wciąż nie zatracił umiejętności racjonalnego myślenia. Dlatego w Marcu najbardziej interesuje mnie jego premedytacja. Choć doskonale rozumie, że postępuje źle, wcale nie zamierza się zmieniać.
Oryginalny tytuł pańskiego filmu – „Le Capital” – budzi skojarzenia ze słynnym dziełem Karola Marksa. Czy w czasie realizacji „Żądzy bankiera” często myślał pan o tej postaci?
Jeśli tak, to zapewne nieświadomie. Nie jestem ekspertem od Marksa, nie znam wszystkich jego książek. Wydaje mi się jednak, że potrafił perfekcyjnie zanalizować kapitalistyczne społeczeństwo swoich czasów, a część jego poglądów pozostaje aktualna po dziś dzień. Niemniej jednak sympatyzowanie z Marksem jest bardzo niebezpieczne. To śmieszne, ale dla wielu ludzi pozostaje on kimś w rodzaju ateistycznego Chrystusa, który zostaje otoczony quasi-religijnym kultem.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.